Showing posts with label Winter. Show all posts
Showing posts with label Winter. Show all posts

Wednesday, 8 March 2017

February recap




Just the preparation of this cycle - summary of the month - shows me how quickly they are moving from one into another and how intensive they can be at times. Let's take February for example. You might say, it is the shortest month of the year, but together with my husband we have managed to take 3 big trips, paint the room in the apartment, buy a new desk and finish all the legal and formal parts of opening my company.

We have finished February in a grand way - a wonderful trip to Venice. 8 days filled with sun, laziness, sleeping out all the short nights before and stuffing our bellies with ice cream and pizzas. And I am sure it did us good. Now, well - rested, I can face another month, which doesn't seem to become less intensive than February:).

The best trip of the month: Venice

The best book of the month: The little book of thinking big, Richard Newton

The best cosmetic discover of the month: lipstick Revlon

***

Dopiero przygotowywanie tych cykli - czyli podsumowanie miesiąca - obrazuje mi jak szybko przechodzą one z jednego w drugi oraz jak intensywne są miejscami. Weźmy na przykład właśnie luty. Niby najkrótszy miesiąc w roku, ale razem z mężem zdążyliśmy odbyć 3 duże podróże, przemalować pokój w mieszkaniu, kupić nowe biurko oraz zakończyć wszystkie formalności z otworzeniem mojej firmy.

Luty zakończyliśmy z przytupem w postaci cudownej wycieczki do Wenecji. 8 dni wypełnionych po brzegi słońcem, słodkim lenistwem, odsypianiem zarwanych nocy oraz zapychanie się lodami oraz pizzą wyszły mi na pewno na dobre. Wypoczęta i wyspana:) mogę zmierzyć się z kolejnym miesiącem, który wcale nie zapowiada się by był mniej intensywny:).

Najlepszy wyjazd miesiąca : Wenecja

Najlepsza książka miesiąca: The little book of thinking big, Richard Newton

Najlepsze kosmetyczne odkrycie miesiąca: pomadki Revlon



In February, Berlin enthused us with a blue sky and very spring-like air. / Berlin w lutym zachwycał błękitnym niebem oraz iście wiosennym powietrzem.










I definitely had a crush on dresses and colours this month:) / W tym miesiącu naprawdę miałam ochotę na sukienki oraz kolory:)





My obsession with stripes is in full swing:) /  A paskowe szaleństwo trwa w najlepsze:).


This month I fell in love with curls and intensive colours of my lipsticks. / W tym miesiącu stawiałam na delikatne fale oraz szminki o intensywnych barwach.





Last portion of Venice through my eyes. / I ostatnia już porcja Wenecji widzianej moimi oczami.


















Sunday, 19 February 2017

Stylish Sunday - SansSouci



Maybe in the spirit of the upcoming spring or maybe because of the sun shyly looking through the clouds, I chose for colour and a bit lighter jacket today. My intensive pink was a perfect frame for the greyish accessories and navy blue dress, and I have felt myself full of energy and hope that afternoons like today will soon be just normal ones.

Sunday is our favourite day of the week, when we don't have to do anything. We don't clean, we don't shop, we don't hurry. This is a day for pancakes for breakfasts, aromatic smell of fresh coffee wandering in the house, catching up on reading (which will probably never end since I am just buying new books all the time:)) and long walks.

Today we made a little trip to the Sanssouci Palast in Potsdam, just around the corner of Berlin.  It is a mini version of the French Versailles, where symmetrically projected gardens and columns and stairs everywhere give the place an amazing elegancy and harmony - so soothing and relaxing. But what else to be expected from this complex of palaces with the name SansSounci, which means 'Without Worries':).

And this is the Sunday I would love to wish you all - without worries!   

***

Może troszkę w przypływie optymizmu, że wiosna zbliża się wielkimi krokami, a może z powodu nieśmiało wychylającego się dziś słońca zza chmur, postawiłam na kolor i nieco lżejszy płaszczyk. Mój soczysty róż idealnie współgrał z szarymi dodatkami i granatową sukienką, a ja sama poczułam przypływ energii i nadziei, że już niedługo takie popołudnia będą normą.

Niedziela to nasz ulubiony dzień tygodnia, gdzie nic nie musimy. Nie sprzątamy, nie robimy zakupów, nie śpieszymy się. To dzień na naleśniki na śniadanie, zapach aromatycznej kawy rozchodzącej się w mieszkaniu, nadrabianie zaległości w czytaniu (które chyba nigdy się nie skończą, bo wciąż tylko dokupuję nowe egzemplarze:)) oraz długie spacery.

Dziś wybraliśmy się do pałacyku Sans Souci w Potsdamie, nieopodal Berlina. Jest to mini wersja francuskiego Wersalu, gdzie symetrycznie zaprojektowane ogrody oraz wszędobylskie kolumny i schody nadają całości elegancji i harmonii, co wpływa na mnie bardzo kojąco i relaksująco. Ale czegóż innego spodziewać się po kompleksie pałacowym, którego nazwa to Sans Souci czyli Beztroski:).

Więc takiej też niedzieli Wam życzę Kochani! Beztroskiej!













Sunday, 5 February 2017

Just Sunday






The just ending weekend belongs to the ones "on the road". Berlin - Toruń - Berlin, birthday party of my 3 years old niece including dancing and playing hide and seek, a long night of chat with my mum and a real Polish breakfast is the recipe for a perfect weekend:). And all this in only 36 hours.
 
But a long travel also means kilometers of great music, catching up with reading and sleeping:). And just now ordered pizza, enjoying my favourite arm chair and tea with honey:).
 
It was a good weekend.
 

Mijający już weekend należał do tych "w trasie" :). Berlin - Toruń - Berlin, impreza urodzinowa
mojej kochanej trzyletniej bratanicy połączona z tańcami i zabawą w chowanego, nocne pogaduchy z mamą oraz prawdziwe polskie śniadanie to przepis na cudowny weekend:). I to wszystko w 36 godzin. 

Ale długa podróż to też kilometry pełne muzyki, nadrabiania zaległości w czytaniu oraz spaniu:). A teraz zamówiona pizza, okupowanie ulubionego fotela i herbata z miodem:).
 
To był dobry weekend.