Showing posts with label Smile Sparkle Shine. Show all posts
Showing posts with label Smile Sparkle Shine. Show all posts

Wednesday, 15 February 2017

I don't need a knight on a white horse to install an antivirus program:)



Today I would love to invite you for completely different post. Different, but how much joy did it bring me. I have not only got out of my comfort zone and learnt something else, but also all by myself have installed an antivirus program, which I am very proud of:). And you know what? It is not that difficult as I always thought:).

Since I started my adventure with blogging, I am discovering day by day how important knowledge, even a little one, about computer tools is. Till know it could be written in Chinese for all I cared (I didn't have any clue:)), but reality quickly verified that too. I couldn't always depend on my husband to fix all those matters for me. Sometimes he was at work or I was on a business trip. It was just me then:) So I have learned the basics of HTML, Photoshop, good antivirus program to protect all my content. Imagine then my surprise when one of the most popular antivirus program companies chose me to test their product and describe my impression and opinion about this.

So here we are:)

***

Dzisiaj zapraszam Was na kompletnie inny niż dotychczas artykuł. Inny, ależ ile radości mi sprawił. Nie tylko nauczyłam się czegoś nowego, ale również sama, samiuteńka poradziłam sobie z instalacją programu antywirusowego oraz przyśpieszającego pracę komputera i napawa mnie to niesamowitą dumą:) I wiecie co, ten diabeł nie jest taki straszny jak go malują:).


Odkąd zaczęłam moją przygodę z blogowaniem, zauważyłam jak ważna staje się, jakakolwiek - choćby minimalna wiedza o komputerach i wszelkich programach komputerowych. Dotychczas był on napisane dla mnie w języku chińskim, ale rzeczywistość szybko to dla mnie zweryfikowała:). Nie zawsze bowiem mogłam liczyć na pomoc męża, kiedy on był w pracy albo ja w wyjazdach biznesowych. Pozostawałam więc zdana sama na siebie. Owszem mogłam albo poczekać na jego powrót albo wziąć sprawy w swoje ręce. A że boidudkiem nie jestem, metodą prób i błędów uczyłam się podstaw HTML, Photoshop czy programów antywirusowych, by chronić swoje artykułu oraz zdjęcia:).

Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy jedna z najlepszych firm produkująca programy antywirusowe wybrała mnie do testowania ich produktów oraz kobiecym okiem opisała własne wrażenia z ich użytkowania.

Zapraszam więc na małą relację!


***

There was Happy Betty who loved writing in the cyber space. Betty used to save everything on the desktop. Betty knew what antivirus program is, but it was always taken care by her husband so she didn't even give a thought to it. Until today...

Była sobie Betty, która uwielbiała pisanie w cyber przestrzeni. Co prawda wiedziała, czym jest program antywirusowy, ale myślała, że taki sprawy są załatwiane przez jej męża i nie zaprzątała sobie tym głowy.



Out of the blue, on the screen appeared said face, error sign and then everything went black.

Wyobraźcie więc sobie jej panikę, kiedy to bez ostrzeżenia na jej monitorze wyskoczyły znaki ostrzeżenia oraz smutna buźka cyber potwora.



Betty was very sad, because she has just might lost all her content, all her articles, all her photos, all her presentations...

Betty strasznie się przeraziła, że straciła wszystkie ważne dla niej dokumenty, artykuły, zdjęcia oraz prezentacje...



When she realized it was a wirus, she almost started to cry as she had no clue what to do...

Kiedy zdała sobie sprawę, że to wirus prawie załamała ręce, bo nie miała zielonego pojęcia co z tym fantem teraz zrobić...



The first thought - call my husband for help. He will rescue me!

Ale szybko pierwsza myśl zabłysnęła w jej głowie - zadzwoni po męża. On uratuje ją oraz jej pliki!



But Tony won't be home until late evening...

Niestety, Tony będzie w domu dopiero wieczorem... Co tu robić...



Aha! Once I am going to get rid of this virus, I will definitely install the antivirus program - she thought.

Aha! Nie tylko pozbędę się wirusa, ale również zainstaluję program antywirusowy, który odtąd będzie stał na straży mojego komputera. I owszem, zrobię to wszystko sama! - pomyślała Betty.



But how to do this? Lucky for me - AVG has easy step by step instruction of how to do this.

Ale jak? Na szczęście program antywirusowy firmy AVG jest łatwy w użyciu i posiada prostą krok po kroku instrukcję obsługi. W sam raz dla nas - kobietek, które nieszczególnie władają technicznym językiem:).


Step 1

Initially, I had no clue what kind of program would be the best for me. Lucky for us AVG starts with a fast questionnaire which will help to pick the best and most suiting your needs program.


AVG posiada szeroki zakres programów dopasowanych do potrzeb swoich użytkowników. Jak więc wybrać ten adekwatny do własnych wymagań? Wypełnij ankietę, której wynik wskaże Ci, który program będzie dla Ciebie najbardziej odpowiedni!

Ankieta (Polish version)

Step 2

I could test and use AVG Ultimate program which includes not only antivirus system but also Tune up program making my computer to run faster. And who doesn't want that:)


Program, który mogłam przetestować to AVG Ultimate. Dzięki niemu mój komputer będzie chroniony przed niepożądanymi wirusami, ale również sprawi, że będzie szybciej pracował. A któżby tego nie chciał?:)


Step 3

And how did the installation look like? Easy! As a woman, not necessary very familiar with all the computer language, I was scared of that piece the most. Part of me wanted to actually wait for my husband to help me, but no! I wanted to check it on my own.

Once you purchase your program, you will receive the certificate with the licence number and the link for the activation.


Jak tylko wybierzesz i kupisz swoje oprogramowanie, czeka Cię jego instalacja. Jako kobieta, która mało ma do czynienia z jakimikolwiek instalacjami, tego punktu obawiałam się najbardziej. Ba! Nawet przez chwilę pomyślałam, by poczekać z tym na męża, ale nie! Chciałam to sprawdzić na sobie:). Jak więc wyglądała sama instalacja? Prosto i szybko!

Jak tylko kupisz swój produkt, otrzymasz maila z certyfikatem, numerem licencji oraz linkiem do jego aktywacji.




Step 4

In the next step, you need to paste the licence number.

Po kliknięciu na link, pojawi się okienko, do którego należy wkleić wcześniej podany numer licencji.





Step 5

Once you activate the product, it will ask you to check your email address (which you register with earlier) to confirm the email address and it will provide you with the next steps.

Jak tylko aktywujesz produkt, sprawdź (podany wcześniej) adres mailowy dla jego weryfikacji. Pojawią się tam też dalsze instrukcje.



Step 6

In the received email, you need to complete the download and registration of all the products you have purchased

Jeżeli otrzymałaś/eś poniższy mail - postępujesz zgodnie ze wskazówkami:). Teraz czas na stworzenie swojego konta na stronie AVG.



Step 7

To start downloading your products, you need first create an account. Very simple again - you just need an email address you used for registration and unique password.

Tak wygląda tworzenie swojego konta. Prawda, że proste?


 Step 8

Once you enter your account, you suppose to see all the products you have purchased. In my case, there were not there immediately. I needed to log out and in again and here they are.

Did I mention already that with this packet you can install antivirus and Tune Up on 3 different devices: PC, Android and Mac? No? Well, you can and even better, you can install them all at the same time!

Jak tylko utworzysz swoje konto na stronie AVG, zostaniesz proproszona/y o ponowną weryfikację swojego maila. Jak tylko to zrobisz, Twoje konto zostanie aktywowane. A stąd już ostatni odcinek instalacji Twojego programu.

Na swoim koncie zobaczysz cały pakiet programów, które nabyłaś/eś. Czy wspominałam już, że ten pakiet zawiera nie tylko program antywirusowy, ale również przyspieszający pracę samego komputera oraz możesz je zainstalować na nielimitowaną liczbę stanowisk, bez względu czy jest to komputer, smartphone czy Mac? Nie? Nawet lepiej - możesz je zainstalować w tym samym czasie!




Step 9

Log in with your AVG Account and just install the products.

A teraz pozostaje już tylko instalacja!





Podsumowanie:

- Cała instalacja zajęła mi tylko 10 minut!

- Ten sam produkt może być zainstalowany na nielimitowanej liczbie stanowisk

- W tym samym czasie możesz go zainstalować na komputerze, smartphone czy Mac

- Niezawodnie chroni urządzenie oraz przyśpiesza pracę samego komputera

- Nawet my - Kochane Panie - jesteśmy w stanie je zainstalować i nie potrzebujemy do tego księcia na białym koniu


I na koniec już AVG przygotowało również dla czytelników mojego bloga aż 30% bonus na zakup programu, musisz tylko wpisać poniższą treść kodu:

Treść kuponu: blgavgult30






Buziaki!






Friday, 10 February 2017

According to Karl Lagerfeld I am a XXXXL model



Today's article is an anthem for femininity, a salute towards all these wonderful women, whose body shapes are far from the ones on the runway, an acknowledgement of strength and confidence of ourselves and our feminine bodies. It is also a bit of my own experiences, my own complexes and struggle to fight them. But maybe mainly a firm 'NO' for the feminine model created, my gosh, by fashion designers.

And it all started with an article in a magazine. It was just an ordinary interview with ordinary girls just like me, just like my friends, cousins and colleagues, whose clothing sizes have few more numbers than a 'perfect' 0. The girls were talking about themselves, about how they feel in their own skin, how they are seen in the society, what they hate about the fashion industry and where they shop. And then there was this one question: How does it make you feel that you don't look like
a model...? I paused and never finished reading the article. A few days later, while surfing the internet, my eye was caught by a picture of a normal girl, maybe size 40. She was just called 'The sexiest XXL model'. But wait a minute. Why immediately XXL? Why immediately this stamp? Isn't it a fact that 99,99% of our population has a size and weight higher than a models on the runway? Then why are we the 'aliens' here? Why is nobody calling a runway model 'the XXS model'? Why is model just a model and the size in this case understood by itself? But there is so many other girls with bigger sizes who are also models. Ups, I am sorry, they are 'XXL models'. And what if I feel like a model, but perhaps my waist is the size of a model's hips and I might stretch up till her chest:)?

But what hit me the most in this whole thinking, is the fact that normal women are not existing in a world of high fashion. Models rather look like gorgeous boys and presented, sorry - in hanging clothes which don't encourage me to buy them. Karl Lagerfeld said in one of the interviews that it is all about the clothes. The clothes need to be exposed, not the woman. I don't understand... Then how, on earth, should we - 'mortal women' - imagine this clothes on ourselves?

I am a short woman. Woman with bigger breasts, wide hips and a butt that is sticking out. Today I am proud of my hourglass figure but it wasn't always like that.

My first bra I bought together with my mum when I was 12. I was the first girl in my class, no, in my school who wore a bra. I am not particularly shy or an insecure person, but this really got into me. Boys were laughing and poking me. I stopped wearing light, see through blouses, started to slouch and hide in my own arms. I was ashamed of the looks I got from older boys. I felt different and alone as none of my girlfriends were going through the same experience. My mum always repeated that this is normal and that I was turning into a little woman, but the shame stayed with me for a long time.

My complex of bigger breasts accompanied me for a few years, during which - as a young woman - I was angry and frustrated that my lingerie choices were so limited. It was then when I realised how little our fashion world is prepared for different body shapes, even though I have been passing similarly built women on the streets every day.

I think that I started to accept my body when my brain and thoughts started to catch up with my changing body:). I have turned my ancient complexes into huge advantages. I stopped hiding behind oversized blouses and exchanged them with well-fitted blouses exposing my breasts and waist. And it stayed like this until this day:). Of course, I love when someone asks me if I lost weight, but I am starting to worry when my Tony tells me, that too many exercises will make my butt smaller. Because I like my butt sticking out:). And of course, I have moments when my insecurity comes back and I am frustrated that most of the lingerie shops still don't have my size, but it is getting less and less.

Lets take a look now how the canon of feminine beauty evolved  throughout the centuries. And why, again, basically for hundreds of years more feminine curves were better until maybe 50 years ago?

Gods

They is a saying that woman should be just a bit uglier than an angel. They called the perfect female figure an hourglass: big breasts, small waist, wide hips and bottom. This is how they were showing their gods  - like Venus for example. This symbolized fertility, the ability to give life and good health.


Antiquity

Who hasn't seen the old movies with Cleopatra or Marcus Antonius, where palace parties were reveling almost an obsessive cult of the body. Women were wearing togas, long and flowing down their bodies. The hourglass figure was not the most wanted during this time as breasts were not that interesting, but wide hips remained the symbol of life.

Middle ages

It wasn't  called the dark time without a reason. Women were covered with meters of heavy and covering dresses. They lost their curves too due to harder physical work and the fasting a prescribed by the church:). Nevertheless, they were still trying to expose their curves using corsages.

Renaissance

The cult for feminine curves came back into its full glory. Full shapes, proudly exposed cleavage, extra pillows underneath the skirt for some extra cm over the hips (you see, and you are worried about your own hips:)) and slow movement of the hips from left to right. We know the renaissance from the Rubens paintings. You remember?


XVII, XVIII and XIX century

Many wars made women taking care of the household once again. The canon of the female beauty transformed once more and changed into rather slim bodies. But I believe it was more due to the difficult situation than to good taste:).


XX century and Coco Chanel

The first world war made women sacrifice even more. They cut their long hair, put trousers on and lost a big part of modesty. The emancipation movement allowed women for the first time to say what they want and more importantly wear whatever they want and give their actual own opinion of what the beauty of a woman is. They were not only sitting at home, but more and more often they left their houses. XX century is a time of Moulin Rouge and Coco Chanel who came on the fashion stage with a few very revolting ideas. First sunbathing suit, first masculine suits for women, first daily make up. She set femininity free in its real form. She helped women breathe and expres their style.


XXI century

And today? Today we remain in the belief that if you don't have size 0, you cannot wear the hottest fashion items, and 'the dictator' fashion kills a healthy and normal physical aspect of a woman body. Constant rankings of what is the hottest, who is the most beautiful and the sexiest one, surrounds us everyday.

But I think that the never-ending fight with extra kilograms, counting calories, testing a miracle diet and taking away our daily pleasures such as chocolate:) cannot be the picture of a women we would leave for next generations. That is why whenever I still see how many great and strong, self confident women we have around, I am happy to be part of them. Because we - women - rule this world, fighting everyday with the wrong female image portrayed in the magazines, Mega Fox in Transformers. With all our curves we create our own rules of beauty. Not Karl:).





Dzisiejszy post to hymn dla kobiecości, to ukłon dla tych wszystkich cudownych kobiet, których kształty dalekie są od tych na modowych wybiegach, to podziekowanie, za wytrwałość i pewność siebie oraz swojego kobiecego ciała. To też trochę własnego doświadczenia, własnych kompleksów, własnego zwalczania ich. Ale może i przede wszystkim to stanowcze NIE dla modelu kobiety, kreowanego, o zgrozo, przez modowych projektantów!

A zaczęło się od artykułu w jednej z gazet. Wywiad z normalnymi dziewczynami, takimi jak ja, takimi jak moje przyjaciółki, kuzynki i znajome, których od "perfekcyjnego" rozmiaru 0 dzieli kilka grubszych cyferek. Dziewczyny opowiadały o sobie, o tym jak się czują w swojej skórze, jak są odbierane przez społeczeństwo, co je wkurza w modzie, gdzie robią zakupy. I wtedy padło pytanie: Więc jak radzisz sobie z tym, że nie masz figury modelki... ? Zatkało mnie, a do artykułu już nie wróciłam. Kilka dni później błysnęły mi w internecie zdjęcia również normalnej dziewczyny, która mogła nosić rozmiar L. Właśnie została okrzyknięta najgorętszą modelką XXL. Ale jak to? Zaraz zaraz. Dlaczego od razu XXL? Po co zaraz ta łatka? Czy aby nie 99.99% społeczeństwa ma wagę i rozmiar większy od tego na wybiegach? Dlaczego więc to z nas robione jest UFO? Dlaczego nikt wybiegowych modelek nie nazywa modelkami XXS? Dlaczego modelka to po prostu modelka i od razu myślimy o rozmiarze zero, jakoby samo przez się? Ale modelkami są też dziewczyny o większych rozmiarach. O nie przepraszam, są to wtedy modelki XXL. A może ja sama czuję się jak modelka, choć moja talia ma pewnie wymiar bioder modelki, a wzorstem sięgałabym jej popiersia?:)

Ale uderzyło mnie niezmiernie to, że normalne kobiety, w świecie mody nie istnieją. Modelki wyglądają raczej jak śliczne chłopczyki, a prezentowana, a raczej wisząca odzież, w niczym nie zachęca mnie do zakupu.  Karl w jednym z wywiadów powiedział, że to ubranie ma być wyeksponowane, a nie kobieta. Ale jak to? Przecież to my, normalne kobiety, mamy nosić te sukienki... Jak mamy więc je sobie wyobrazić na zwykłych "śmiertelnikach"?

Jestem kobietą niewysoką, posiadam bujny biust, szerokie biodra oraz wystającą pupę. Dziś cieszę się ze swoich kształtów klepsydry, ale nie zawsze tak bylo.

Swój pierwszy stanik kupiłam razem z mamą w wieku lat 12. Byłam pierwszą dziewczynką w klasie, ba, w szkole, która zaczęła nosić biustonosz. Nie jestem osoba szczególnie wstydliwą, ani przejmującą się opinią rówieśników, ale pamiętam, że to uderzyło mnie mocniej niz wszystko inne. Chłopcy śmiali się, wyciągali mi ramiączka, "strzelali" tylnymi sprzączkami. Przestałam nosić bluzki jasnego koloru, zaczęłam się garbić, kulić ramiona. Wstydziłam się spojrzeń. Czułam się inna i osamotniona, nie miałam żadnej koleżanki, z którą mogłabym to razem przejść. Mama powtarzała, że to wszystko jest naturalne i zmieniam sie w mała kobietkę, ale wstyd pozostał.

Swój kompleks większego biustu ciągnęłam przez dobrych kilka lat, a jako młoda kobieta denerwowałam się faktem, że swoją bieliznę mogę wybierać spośród bardzo okrojonego asortymentu. To samo było ze strojami kąpielowymi. Wtedy to zauważyłam jak kiepsko nasza moda jest przygotowana na po prostu kobiece kształty, chociaż tak wiele podobnie zbudowanych kobiet mijałam codziennie na ulicy.

Myślę, że zaczęłam akceptować swoje ciało dopiero wtedy, kiedy po prostu zaczęłam dojrzewać również psychicznie. Swój odwieczny kompleks chciałam zamienić w swój największy atut. Zamiast chować się pod obszernymi bluzkami, zaczęłam wybierać te bardziej dopasowane, podkreślające talię, eksponować pupę oraz nogi. I tak zostało mi do dziś:). Owszem, lubię gdy ktoś powie mi, że schudłam, ale zaczynam się poważnie martwić, kiedy mąż mi mówi, że pupa mi zmalała od ćwiczeń z Chodakowską. Bo ja lubię swoją pupę:). Mam w dalszym ciągu momenty, kiedy czuję że się garbię albo ogarnia mnie frustracja ilekroć większość sklepów bieliźnianych wciąż nie ma większych rozmiarów, więc szukałam ich tak długo aż i je znalazłam:)znalazłam. Zamiast wzdychać do kształtów, których nigdy nie będę miała, zaakceptowałam je.

Ale przyjrzyjmy się teraz jak zmieniał się kanon kobiecego piękna poprzez stulecie. I dlaczego, na Boga, praktycznie przez setki lat wychwalane były bujne kształty, aż do jakieś 50 lat temu?

Bogowie

Mówiło się, że kobieta my być nieco brzydsza od anioła. Za idealną sylwetkę uważało się figurę klepsydry: bujny biust, szerokie, obfite biodra, wąska talia. Tak prezentowane były boginie, jak chociażby Wenus. Tak zbudowana kobieta świadczyła o płodności, możliwości dawania życia, była okazem zdrowia.

Starożytność

Któż nie widział starych filmów o Kleopatrze czy Marku Antoniuszu, gdzie huczne zabawy odkrywaly wręcz obsesyjny kult ludzkiego ciała. Kobiety nosiły cudowne togi, które miały opływać ich kształty i wzbudzać powszechny zachwyt. Co prawda figura klepsydry nie była uznawana za idealną, biust nie był na tyle interesujący co właśnie szerokie i pełne biodra. Do tego złote pukle włosów, oliwkowa cera.

Średniowiecze

Wraz z nadejsciem ciemnych czasów, kobieta została okryta wieloma pokładami materiału. I choć schudła od ciężkiej pracy i kościelnego postu:), w dalszym ciągu panie podkreślały swoje talie gorsetami.

Renesans

W tym okresie kult kobiecego ciała przeżywał swój rozkwit na nowo. Pełne zmysłowości ksztalty, dumnie eksponowane dekolty, wszywanie poduszeczek pod obftie spódnice dla dodania centymetrów w biodrach (a Ty martwisz się o swoje:)) i cieszyły się, gdy suknia bujała się z prawa na lewo przy delikatnym ich  kołysaniu. Kobiety renesansu znamy również ze słynnych już portretów Rubensa. Rubensowe kobiety, pamiętasz?

XVII, XVIII i XIX wiek

Liczne wojny sprawiły, że kobiety zajęły się na nowo domem oraz pracą fizyczną. Kanon idealnego kobiecego ciała raz jeszcze przeszedł transformację i zmieniło się w bardziej smukłe i wiotkie, ale raczej za sprawą sytuacji gospodarczej, aniżeli gustów. 

XX wiek i Coco Chanel

Pierwsza wojna światowa wymogła jeszcze większe poświęcenia wśród przedstawicielek płci pięknej: tym razem obcięły włosy, włożyły spodnie i nosiły się typowo po męsku,
Aktywny ruch emancypacyjny umożliwił im nareszcie nie tylko prawo do wyrażania własnego zdania, ale także prawo do ubierania się i eksponowania swoich poglądów także na temat tego, jak powinna wyglądać kobieta. Krótkowłose piękności nie siedziały jednak tylko w domu, mając na głowie całe gospodarstwo: lata 20. XX wieku to czas gorących kabaretów, Moulin Rouge, rozbuchanego erotyzmu i sztuki scenicznej, którą współtworzyły (nie tylko swoimi ciałami) kobiety.

To także czas słynnej Coco Chanel i jej rewolucyjnych pomysłów na damską modę: pierwszego stroju kąpielowego, pierwszych męsko-damskich strojów dla kobiet, mocnego makijażu, podkreślania urody twarzy i sylwetki. To ona uwolniła piękną, do tej pory skrywaną przez wieki kobiecą sylwetkę spod ciężaru ciężkich sukien, pozwalając nareszcie oddychać samym kobietom, jak i ich wizerunkowi.

XXI wiek

A dziś? Dziś utrwala się nas w przekonaniu, że jezeli nie masz rozmiaru zero, nie masz szans na najnowsze trendy, a dyktat mody zabija zdrowe spojrzenie na fizyczny aspekt kobiecej sylwetki.
Najgorsze są jednak dla nas, zwykłych kobiet, rankingi piękności, które powstają co rusz w każdym piśmie: jesteśmy bombardowane kolejnymi „najseksowniejszymi” i „najpiękniejszymi”.

Nigdy niekończąca się walka o nadprogramowe kilogramy, liczenie kalorii, testowanie diet cud, odmawianie sobie przyjemności, nie może być tym co po sobie pozostawimy następnym pokoleniom. Dlatego jak widzę tak wiele silnych i po prostu pewnych siebie babek - aż się serce raduje. Bo to my rządzimy światem, odpieramy na co dzień te kolorowe czasopisma, wyłączamy Megan Fox - i tak nie lubię Transformera:) - i z piersią do przodu oraz bujnym krokiem naszych krągłości tworzymy własny kanon piękna. Nie żaden Karl:)









Friday, 27 January 2017

My 7 'at the moments'


There is so many different little things happening at the moment, that I just couldn't choose one to write about. And since I am repeating to take the life as it is and forget about limitations, I am going to write about them all:)

Seven has always been my favourite number so today I am sharing with you my 7 'at the moments':).


W ostatnim czasie, mam wiele małych, ważnych momentów, że nie mogłam wybrać, którymi chciałabym się z Wami podzielić najbardziej. Wzięłam sobie jednak do serca moje własne słowa o braniu życia takim jakim jest oraz pomijaniu wszelkich limitów, dlatego też podzielę się nimi wszystkimi:).

Siódemka od zawsze jest moim ulubionym numerem, dlatego dzisiaj przedstawiam Wam moje siedem 'at the moments':).


1. Venice

My husband is just a master of surprises, unconventional presents and making my dreams come true. My Birthday present did not fit in any box or envelop as at the end of February he is taking me to Venice for the Carnival and city sight seeing. Since forever Venice was on my list to see. You can imagine my surprise, jumps from excitement and tears of joy, once Tony told me to pack my best outfits for the trip to the country of pizzas, pastas and the best cappuccinos.


Mój mąż jest prawdziwym mistrzem w przygotowywaniu niespodzianek, niekonwencjonalnych prezentów oraz spełnianiumoich marzeń. Urodzinowy prezent nie zmieścił się ani do pudełka ani do koperty, jako, że pod koniec lutego zabiera mnie do Wenecji podziwiać karnawałowe stroje, pływanie gondolą oraz zajadanie się węglowodanami. Wenecja była od dawna na mojej liście do zwiedzenia. Możecie sobie wyobrazić więc moje zaskoczenie i radość, kiedy Tony powiedział, że mam zacząć pakować swoje najlepsze sukienki na wyjazd do kraju pizzy, makaronów i najlepszego cappuccino:).




2. New waist coat

Since I been going through photos of Monica Bellucci, I became obsessed with a very business-style look. A woman's waist coat was number one on my list to buy. I finally found the perfect one in H&M. By adding a white blouse, we are creating great outfit for work, but leather leggings, jeans or short skirt gives it more casualty and a perfect look for Friday evening drinks.


Odkąd przeglądam w nieskończoność zdjęcia Moniki Bellucci, zwariowałam na biznesowym wizerunku, a czarnej kamizelki szukałam już od dawna. Znalazłam ją w H&M. Poprzez dodanie białej koszuli, tworzymy bardziej klasyczne zestawienie, ale jeansy, legginsy czy skórzana spódnica dodaje już pazura i możemy spokojnie wybrać się tak na piątkowego drinka.





3. Work in progress

I have mentioned on a few occasions, that I am working on a very top secret project:). Opening my own company takes a huge amount of my time, stress and never ending questions. I am at the stage of all the legal parts, so whenever I can I am avoiding it with a huge circle:) To ease my brain, I am shifting to the nicer and more creative parts of it such as designing logo, picking up the colour panels and dreaming of its success:).

It all seemed such a great idea when it was still far far away from the grand opening date. But March is just around a corner so it is better if I get back to the legal part:).


Wspominałam już, że pracuję nad małym, ściśle tajnym projektem:). Otworzenie własnej firmy zajmuje większość mojego wolnego czasu, myśli, stresu. Jestem na etapie całej legalnej i księgowej części, dlatego kiedy tylko mogę się od tego oderwać i odpocząć, z chęcią pracuję nad lżejszą i bardziej kreatywną częścią tj. projektowaniem logo, wybieraniem kolorów i marzeniem o sukcesie:).

To wszystko wydawało się takim dobrym pomysłem, kiedy było jeszcze bardzo daaaleko do ustalonej daty. Ale teraz marzec jest tuż za rogiem, więc może naprawdę powinnam wrócić do pracy nad księgowością:).








4. Rituals

Is there any better way to relax after work than a hot bath, a great portion of cream and a fluffy pyjama? This box is full of goodies for skin care.


Czy jest coś przyjemniejszego po ciężkim dniu aniżeli gorąca, aromatyczna kąpiel, nawilżone ciało i flanelowa piżama? Ten zestaw kosmetyków Rituals to sama przyjemność dla skóry.






5. Waiting for discount

Lately long afternoons are a great excuse for me to surf the internet in getting an idea of what could be a great addition to my spring wardrobe. I then wait patiently for discounts and spring:)


Długie zimowe wieczory zmuszają mnie wręcz do buszowania w sieci. Tłumaczę sobie, że poszukuję wiosennych inspiracji i dodatków do mojej garderoby oraz czekam cierpliwie na zniżki i wiosnę:).




6.Reading

One of the points of my New Years resolution was to read all the books of Jane Austen. I have started with 'Sense and Sensibility'. I can completely disappear in the classic world  like this one imagining secret gardens, tea times, elegant dresses and hair styles.


Jednym z punktów moich noworocznych postanowień, było przeczytanie wszystkim książek Jane Austen. Zaczęłam od "Rozważnej i romantycznej". Klasyka jak tak, potrafi mnie w zupełności pochłonąć i oddać marzeniom o magicznych i tajemniczych ogrodach, eleganckich sukniach, kobiecości i wrażliwości.





7. Waiting for spring

All the points above help me to make my winter afternoons and evenings cosy and different, but in all honesty, I am longing for spring, bright colours, more sunny days than grey ones, singing birds accompanying my morning coffee, fresh flowers and pumps replacing boots:).


Wszystkie punkty powyżej dzielnie pomagają mi przetrwać zimowe popołudnia i wieczory. I choć je uwielbiam, to nie mogę się doczekać wiosny, intensywnych kolorów, więcej słonecznych dni aniżeli tych pochmurnych, świergotów ptaków towarzyszących mojej porannej kawie, świeżych kwiatów oraz czółenek zamiast kozaków:).






Wednesday, 25 January 2017

Let's stay in touch...


How many times did you promise to keep in touch with your friends and then months were just passing one by one but somehow you did not manage to write a message or to call? Then comes the guilt of not calling, then comes the shame of even having the idea of calling after a few months, then comes silence and regret... The ends just got loose.

I had that too, way too often. And I am always asking myself, what has happened? The answer is always the same. Caught up in work, study, little daily problems. Simply, life just happened.

In my case, on top of everything else, our regular moves not only to another city but also other countries did not help in seeing each other more often. But for calling the distance shouldn't matter, should it?

Luckily, I have people in my live with whom - no matter how long is has been since our last talk - once we meet again, it feels like time has stoped since our last conversation. We pick up where we left it and continue like we have seen each other just yesterday.

As I have mentioned, my friend Remco visited us after 1,5 year. He just asked which weekend we are free and booked a flight. My dear girlfriends Weronika and Kamila - we saw each other maybe 10 days all together in our lives - but they took a 9 hours bus trip to see us for a few days. But that doesn't matter. What matters is that I always have a feeling that we are close to each other, that we just spoke, that I can just call them. That we are there when we have weddings, birthdays, amazing successes or just bad days... I stopped worrying that they will be angry or disappointed for the days, weeks or months without any contact. They never were, neither was I.

I have learned to cherish and preserve friendship, regular contact and hours of conversations even more. Now when I see Decathlon I think of them, when I think Warsaw, Krakow, Netherlands I think of them, when I think Airport Schönefeld Terminal B I think of them, when I see a photo box I think of them, when I think Barcelona I think of them.

I wish everybody to just pick up the phone and to call, to write a message on Facebook, to like a photo, to skype when you can and to be in touch with people. The ones who changed your life, warm your heart whenever you think of them, those who make you smile and laugh so hard that your stomach and face hurts and that people stare at you. There is no shame in reaching out again, there is no need for apologies, so if you think that this is what was holding you back - don't! Everyone can understand because everyone has something what held them back.

Don't wait for them to call you when you want to speak to them. Why should you? You have their number as well, don't you? :)



Ile to razy obiecywałaś sobie, że zostaniesz w kontakcie ze swoimi przyjaciółmi, ale miesiące zaczęły mijać jeden po drugim, a Ty nadal nie wysłałaś wiadomości bądź nie zadzwoniłaś? Wtedy przyszły wyrzuty sumienia za brak kontaktu, zaraz za nimi trochę wstydu, by zadzwonić po tak długim czasie, a na koniec przyczłapała cisza i żal...

Nie martw się, zdarzyło się to i mnie, zdecydowanie za często. I wtedy zawsze się zastanawiałam, dlaczego, co się wydarzyło, że nie mogłam wykręcić tego numeru? Odpowiedź jest zawsze taka sama. Pochłonięta pracą, studiami, codziennością. Tak po prostu, życie się przydarzyło.

W moim przypadku, na domiar wszystkiego, częste zmiany adresu nie tylko miast, ale również i państw, nie sprzyjały w regularnym odwiedzaniu się, ale w dzwonieniu? Przecież dystans nie powinien tu mieć nic do rzeczy, prawda? A jednak.

Na szczęście mam w swoim życiu osoby, z którymi, nieważne jak wiele czasu upłynęło od ostatniej rozmowy, ale jak tylko siebie usłyszymy, towarzyszy temu uczucie, że nic się nie zmieniło. że po prostu podejmujemy rozmowę, tam, gdzie ją ostatnim razem skończyliśmy, stare żarty są tak samo śmieszne, a my tak samo sobie bliscy:).

Jak wspominałam, gościmy w naszej berlińskiej rezydencji naszego drogiego przyjaciela Remco, z którym nie widzieliśmy się przez półtora roku. Remco tak po prostu zadzwonił, któregoś wieczoru i zapytał, który weekend mamy wolny. Potem. po prostu zabookował bilet lotniczy. Moje kochane dziewuszki Weronika i Kamila - z którymi spędziłam może 10 dni w przeciągu całej naszej znajomości - przebyłby 9cio godzinną trasę, by pobyć z nami przez dwa dni. Ale odległość i trud się nie liczy. Co ma za to znaczenie jest uczucie bliskości, uczucie, że dopiero co ze sobą rozmawiałyśmy, uczucie, że mogę w każdej chwili do nich zadzwonić. Oraz to, że mamy siebie na naszych ślubach, urodzinach, podczas wspinaczki po sukces czy obgadywania porażek... Przestałam się martwić, czy będą na mnie złe za zbyt długi brak telefonu. Bo nigdy nie były, tak samo jak ja.

Nauczyłam się za to jeszcze bardziej doceniać i celebrować naszą przyjaźń, regularne odwiedziny, kontakt i rozmowy aż po brzask nowego dnia. Teraz kiedy myślę Decathlon - myślę o nich, kiedy myślę Warszawa, Kraków, Holandia - myślę o nich, kiedy myślę lotnisko Schönefelde - myślę o nich, kiedy myślę photo box - myślę o nich.

Dlatego życzę każdemu, by po prostu sięgnął po telefon, wysłał wiadomość na Facebooku, polubił zdjęcie czy włączył skype i tak po prostu połączył się znowu z ludźmi, którzy zmienili Twoje życie, którzy sprawiają, że śmiejesz się tak mocno, że aż bolą brzuchy, którzy sprawiają, że Twoje serducho zawsze bije radośnie za każdym razem, gdy pomyślisz o nich. Nie potrzeba żadnego wstydu przeprosin czy długiego tłumaczenia za zbyt długą przerwę... Każdy to zrozumie, bo każdy ma tak samo.

Nie czekaj więc z telefonem, gdy bardzo chcesz porozmawiać ze swoimi people. Dlaczego miałabyś? Przecież masz ich numer, prawda? Wystarczy tylko go wykręcić:).