Friday, 11 November 2016

Winter wishlist



Kiedy myślę jesień i zima, myślę zimno. Kiedy myślę zimno, myślę ciepły sweter. Kiedy myślę ciepły sweter, myślę gorąca czekolada, miły koc i sezon Grey's anatomy:).

Dziś rano po raz pierwszy pojawił się szron na ulicach czym bezsprzecznie zwiastuje nadchodzącą zimę. Ale mi to nie przeszkadza. W końcu będę mogła przestać wymyślać najróżniejsze wymówki, by tylko zostać w domu i nie wychylać nosa spod ciepłego koca.

Sezon na grube, wełniane swetry, długie wieczory z kubkiem aromatycznej herbaty i flanelowe piżamy uważam za otwarty:)

A poniżej przygotowałam kilka moich pomysłów na zimową garderobę w moich 3 ulubionych zestawieniach kolorystycznych.

Udanego weekendu moi Mili!



When I think fall and winter, I think cool weather. When I think cool weather, I think cosy sweater. When I think cosy sweater, I think hot chocolate, warm blanket and season of Grey' s anatomy:).

This morning for the first time I have seen frost on the street which is without doubt sign of the upcoming winter. But that is okay and I am fine with this. It will help me to stop finding excuses why I just want to stay at home and not stick my nose out of the blanket:).

Season for cosy and woollen sweaters, long evenings accompanied by aromatic tea or hot chocolate with cinnamon and flannel pyjamas is officially open:).

And below, I have prepared my winter wish list in my 3 most favourite colour pallets.

Have a lovely weekend everyone!














Tuesday, 8 November 2016

One coffee, please.



Podczas wyjazdów służbowych najczęściej podróżuję sama. W samolocie. W pociągu. W hotelu. Przyzwyczaiłam się zatem do swojego towarzystwa, swojego fantastycznego poczucia humoru oraz nie aż tak wkurzających rozmów z samą sobą:). Dla osoby bardzo rozmownej i towarzyskiej jak ja, był to nie lada wyczyn i dostosowanie. Ale nie było to też aż tak złe. Mogłam dzięki temu poznać siebie tak naprawdę, zaakceptować i wręcz ze zdwojoną pewnością siebie zamanifestować to.

Może dlatego też, zaskoczyła mnie sytuacja nie tak dawno temu. Do zabicia miałam 2 extra godziny. Umówiliśmy się z moim mężem, że poczekam na niego w kafejce, tuż opodal jego pracy, by razem wrócić później do domu. Okay, brzmi świetnie. Kiedy po zajrzeniu do kilku sklepów po drodze (ah, one zawsze są po drodze:)), zrobiło się chłodniej, więc pomyślałam, że równie dobrze mogę przecież poczekać w tej kawiarni.

Weszłam więc do środka. Usiadłam przy małym stoliku. Zamówiłam kawę. Kelnerka spojrzałam na mnie z lekkim niedowierzaniem i w końcu zapytała: Będzie tylko Pani? Nie zrozumiałam do końca o co jej chodziło, więc rzuciłam: Owszem. Czy potrzebuję kobo's innego, by wypić moją kawę?

Dopiero po chwili machina w mojej głowie ruszyła. Czy fakt, że jestem sama w kawiarni, jest aż tak dziwny?

Rozejrzałam się dookoła. Wszystkie pozostałe stoliki zajęte były przez pary albo większe grupki. Tylko ja jedna siedziałam sama przy stoliku pozbawiona jakiejkolwiek tarczy w postaci przyjaciela, książki czy czasopisma. Tylko ja.

I wtedy do mnie dotarło. Faktycznie, kto tak naprawdę w dzisiejszych czasach chodzi sam do kawiarni, restauracji czy kina? Zazwyczaj możemy zauważyć grupki przyjaciół czy rodziny. Ale dlaczego? Od kiedy to te miejsca zarezerwowane są dla `plus one` ? A nawet jeżeli ktoś pojawi się sam, dlaczego myślimy od razu, że pewnie jest strasznie samotny, smutny i bez przyjaciół?

Rozumiem oczywiście, skąd biorą się takie przekonania. Jesteśmy - my rodzaj ludzki - rodzajem społecznym. Jesteśmy skłonni do życia we wspólnocie, pracy w grupie i byciu towarzyskim. Ale rzecz, która mnie w tym wszystkim zaskoczyła jest fakt, że tak dziwna wydaje nam się chęć pobycia samemu w miejscach publicznych - z góry zarezerwowanych dla par czy grup. I znowu pytanie -  dlaczego? Czy już nikt nie potrzebuje takiego `tylko ja czasu `? A nawet, jeżeli tak, to czy oznacza to tylko siedzenie w domu, oglądając Netflix i podjadając zamówioną pizzę?

Bycie samemu jest tak samo ważne jak bycie z innymi.

Dlatego też, polecam Ci wypróbowanie tego kilka razy. Zaufaj, po kilku takich wyjściach poczucie świadomości bycia samemu w miejscu publicznym zastąpione jest poczuciem super samoświadomości i pewności siebie. Inicjatywa robienia rzeczy solo nie jest łatwa, ale wartościowa i napawająca dumą.

Spróbuj i daj znać jak poszło.


In my business trips, I mostly travelled alone. Alone in the plane, alone in the train, alone in the hotel. I got used to being just with myself (not counting work hours and skype sessions with my handsome;)), enjoying my fantastic sense of humor and not that annoying conversations with my mind. For a very chatty and social person like me, it was quiet an adjustment. But it wasn't all that bad. It gave me great power of awareness who I really am, the acceptance of this and confidence to manifest it even more.

Maybe that is why I got a bit shocked not long time ago. I had 2 extra hours. Together with my husband, we agreed that I will be waiting for him in the café across the street and from where we will head home together. Okay, great. Enough time to go through some shops on the street. But it started to get cold. Well, I can also just wait in the café.

I came in. I sit down. I ordered one coffee. The waitress looked at me with disbelieve in her eyes and asked: Is it just you? I did not understand what she meant so just answered: Well yes. Do I need someone else to drink my coffee?

It started a train of thoughts in my head. What is so strange about me being alone in a café?

I looked around, but all tables were occupied by couples or bigger groups. It was just me sitting there alone without any shield such as friend, book or magazine. Just me.

And then I realized. Indeed, who these days is going to a public places like café, restaurants or cinemas alone? You are mostly seeing there people with friends or family. But why? Since when these places are reserved only for plus one and everyone who appears there alone must be lonely, sad and without any friends?

I do understand where these opinions are coming from. We - human beings - are social beings. We are inclined to live in the community, work in groups and socialize. However, it strikes me, why the idea of actually wanting to be alone in a public places can be so bizarre to others. Don't people need anymore a little `me` time? Or is it only allowed in the warmth of your own house, watching Netflix while eating ordered pizza?  

Being alone is as much needed as being with other people.

I recommend you to do this once in a while and after a few times, you will loose the feeling of self-consciousness in public places and fosters self-awareness instead. It takes a degree of confidence and initiative to do things solo, of which you should be proud.

Let me know how did it go:).





Sunday, 6 November 2016

Elegance is...




Spotykamy i przechodzimy obok wielu osób. Codziennie. Wszędzie. Ale co sprawia, że wydają się nam na tyle interesujący i wyjątkowi, że nie tylko je zauważymy, ale również zapamiętamy? Georgio Armani powiedział. że jest to właśnie elegancja...

Ale czym tak właściwie jest elegancja?

Zapytałam samą siebie i zaczęłam się zastanawiać: Czy elegancja opiera się tylko na ubraniach i stylu, które wybieramy, czy też na czymś więcej?


Dla mnie, elegancja to...

Uśmiech. Szczery. Ten, przy którym śmieją się oczy.

Posiadanie poczucia humoru i śmianie się z samego siebie.

Obdarowywanie kogoś kwiatami. Tak po prostu. Bez okazji.

Wysyłanie pocztówek.

Grzeczność. Bez względu. gdzie jesteś. Dziękuję. proszę / tak proste, a tak często zapominane.

Dzwonienie zamiast wysyłania SMS-ów.

Obdarowywanie komplementami. I nie tylko własnych bliskich. ale również nieznajomych na ulicy.

Cieszenie się z cudzych sukcesów.

Czytanie książki w kafejce.

Chodzenie w sposób prosty, z podniesioną głową. Uwierz i przekonaj się, że niebo jest o wiele piękniejsze. aniżeli brudne chodniki.

Prostota, spokój. We wszystkim.

Wyrażanie miłości.

Posiadanie pasji.

Dawanie bliskim miłości, wolności, współczucia i zrozumienia.

Dawanie sobie miłości, wolności, współczucia i zrozumienia.


Elegancja jest wtedy, kiedy wnętrze jest tak samo piękne jak na zewnątrz.

Ciekawa jestem co elegancja znaczy dla Ciebie.


Płaszcz / Jacket - Orsay
Szal / Scarf - Accessories
Torebka / Bag - Mint&Berry


We pass and meet so many people. Every day. Everywhere. But what makes them so special that we not only notice them but also remember? Georgio Armani said that it is an elegance.

But what is elegance?

I posed this question to myself and started to wonder: Is elegance based on what we are wearing or is there something else?


To me, elegance is...

A smile. The sincere and honest. The one, that when you smile, your eyes are also smiling.

Having a great sense of humor and being able to laugh at yourself.

Bring flowers without a special occasion and sending postcards or any other cards.

Politeness. No matter where you are. Thank you - so easy but so many times forgotten.

Calling rather than sending SMS.

Complementing (only when you mean it). Not only your friends and family but also a complete stranger on the street.

Enjoying someone's successes.

Reading a book in a café.

Walking straight with your head up. The sky is more beautiful than streets.

Simplicity, peacefulness and flow. In everything.

Being able to express love.

Having passion.

Giving the people you love freedom, compassion and understanding.

Giving yourself freedom, compassion and understanding.


Elegance is beautiful when the inside is as beautiful as the outside.

I am curious what does it mean for you:).








Wednesday, 2 November 2016

The truth about style...



Pisma modowe. Blogi modowe. Programy o modzie. Katalogi, porady, must have listy, manekiny mówiące nam co jest hot a co nie. ... Nie sztuką jest podążanie za modą, kiedy to zewsząd otrzymujemy wskazówki i prawie gotowe, skompletowane ubrania, więc nawet najmniej obeznana ze światem mody osoba, potrafi wybrać nieskomplikowany strój.  Ale czy tak naprawdę odzwierciedlają one nasze charaktery, podkreślają nasze osobowości i walory sylwetki? Czy może jest to po prostu masowa produkcja tego, co zostało w Mediolanie, Paryżu czy NYC okrzyknięte hitem sezonu, więc siłą rzeczy nadane, opakowane i przekazane nam ?

Czasami narasta we mnie wręcz przekonanie, że wszyscy ubieramy się podobnie. I mimo, że przecież mamy swój gust i upodobania, nie zawsze starcza nam odwagi i własnego zaufania, by się odróżniać, wyglądać inaczej, zwrócić na siebie uwagę.

Zaczęłam się więc zastanawiać, co stało się z naszą indywidualnością? Gdzie zapodzieliśmy naszą odwagę i unikatowy styl? I dlaczego, o matko, chcemy wyglądać jak wszyscy inni?


Wtedy też trafiła w moje ręce książka Stacy London - The truth about style.

Któż nie zna zabawnej, utalentowanej, niezwykle ciepłej i serdecznej Stacy London z programu What not to Wear? , w którym to pomogła setkom kobiet w znalezieniu nie tylko własnego stylu, ale również pewności siebie, odwagi do jej wyrażania i samoakceptacji?

Ta książka jest równie wspaniała i zabawna, ale także w pewnym sensie bardzo emocjonalna. Na bazie 10 wybranych kobiet, o różnych budowach ciała, przejściach osobistych i osobowościach, odsłania nasze  kobiece kompleksy, problemy z akceptacją czy pokochaniem kim tak naprawdę jesteśmy.

Po przeczytaniu jej nie mogłam wyjść z podziwu jak wiele z opisanych sytuacji znałam z własnego doświadczenia i codziennej bitwy przed lustrem. Ale także, jak bardzo siebie krzywdzimy poprzez absolutnie zakrzywiony obraz własnej osoby oraz niekończących się rozmów w naszych umysłach.

Stacy opowiada również o swoich osobistych problemach z wachającą się wagą, łuszczycą skóry i odrzuceniem przez rówieśników w czasach liceum. I coś co zapadło w mojej pamięci na długo po skończeniu książki. Dla Stacy, jej silne zainteresowanie modą nie było tylko kobiecym wymysłem (jak wielu naszych panów by powiedziało:)), ale możliwością wybrania własnej skóry każdego dnia. Tej kolorowej, własnej, unikatowej.

Styl to nie tylko ubrania, które zakładamy, ale przede wszystkim świętowanie kim tak naprawdę jesteśmy, a kilka poniższych reguł pomoże nam się wyzwolić i wypuścić tygrysa. Tego co zawsze siedział w środku.



1. Rozmiar nie ma znaczenia.

Ech, nie pamietam nawet ile razy było mi przykro, że nie mieszczę się w rozmiar M i muszę wziąć rozmiar większy. Wiele razy popsuło mi to humor na tyle, że wolałam wrócić do domu... Brzmi znajomo? Ale naprawdę, czy zmienia coś fakt, że nosisz rozmiar L a nie M? Nikt przecież nie sprawdza jaki rozmiar spodni nosisz. A ponadto, nie zapominaj, że w zależności od marki czy nawet kraju (gdzie szyte są ubrania) zupełnie inny rozmiar będzie na Ciebie pasował.

Np. w Americe bedziesz nosić rozmiar nr 10, ale w Anglii będzie to 12. Więc? Przeprowadzisz się do Stanów :)?

Rozmiar nie ma znaczenia. Co ma znaczenie, jest jak w tym wyglądasz.

2. Dziewczynki na swoim miejscu.

Jako posiadaczka większego biustu, osobiście potwierdzam ten punkt. Nawet najlepiej skrojona sukienka nie będzie leżała idealnie, jeżeli dziewczynki nie są utrzymane na swoim miejscu.

Dlatego warto jest zainwestować w nieco droższy, ale mocniejszy i lepiej utrzymujący stanik. Po kilku latach testowania mogę polecić polską markę Dalia, która szyje nie tylko dla posiadaczek bujniejszego biustu, ale również i mniejszego.

I dziewczyny! Nie wstydźcie się poprosić o pomoc ekspedientki w doborze rozmiaru. Aż 85procent kobiet nosi źle dobrane staniki, dlatego bardzo możliwe, że przez całe życie byłaś 75B a jesteś 70C.

3. Podkreśl talię.

Jesteśmy kobietami. Mamy kobiece kształty. Nie wstydź się ich , a raczej wyeksponuj swoją talię. Nie ma znaczenia, że masz brzuszek czy boczki. Odpowiedni krój, pasek czy spódnica z wysoką talią spełnią swoje zadanie.

4. Przymierz zanim kupisz.

Przyznaj się, ile razy kupiłas coś bez przymierzenia? Albo nie zwróciłaś czegoś pomimo faktu, że zupełnie to na Ciebie nie pasowało? Wiem, znam to doskonale. Ale zawsze jakoś się wstydziłam wrócić do sklepu i poprosić o zwrot pieniędzy. Po to mamy jednak przeważnie 14 dni na zastanowienie się, przymierzenie raz jeszcze i zwrócenie, jeżeli nie leży tak jak powinno.

I mamy do tego prawo!

5. Nie bój się lustra.

Nikt nie jest idealny. Granie w ciuciu babkę z lustrem, wciąganie brzyucha, wyciąganie, obrót z lewej, obrót z prawej, a na koniec westchnienie i myśl : Okay, zamknę oczy to nie będę siebie widziała... A może udawanie, że problemu się nie widzi, unikanie problematycznych miejsc, a nawet lepiej, unikanie luster. Nie, to nie załatwi sprawy.

Nie sprawi to przecież, że siebie zaakceptujesz i polubisz Absolutnie nie. Czasami po prostu warto temu stawić czoła i uczciwie przyznać co się widzi. Popatrz na siebie realistycznie, ale bez oceniania. Wymień punkty Twojego ciała, które lubisz, które podkreślasz, które są Twoją wizytówką. A teraz spójrz na te, które najchętniej byś wymieniła, bo tak naprawdę jeszcze sie z nimi nie zapoznałaś.  Pomyśl, czy aby na pewno nie przesadzałaś? Te biodra wcale nie są takie złe, prawda? A w tych jeansach wyglądają całkiem całkiem. A teraz wróć do punktów, które absolutnie uwielbiasz.

Zaakceptuj to jak wygladasz, bo bez względu czy to lubisz czy nie, w tym ciele bedziesz się budziła codziennie. Nie trać energii na marzenia, modlitwy i myślenie o innej figure, ale skup sie na ich akceptacji albo pracy nad nimi.


I na koniec, jak dla mnie, piekny i wzruszający filmik o tym jak widzą nas inni...



Fashion magazines. Fashion blogs. Fashion TV programs. Catalogs with fashions advises, must have lists, models telling us what is hot and what is not... These days it is not rocket science to follow fashion, when on every corner we get advises, clues and most of the outfits are already put together and ready to wear, so not even the most anti-fashion person has difficulties to look stylish actually. But do they really reflect our characters, personalities and flatter our body valor? Or is it just mass production of what was called the hit of the season in Milan, Paris or NYC and send to us? Do we really choose what we wear and or was it pre chosen for us?

Sometimes I wonder if we all not look the same. Despite our own tastes, somehow we do not have enough courage and confidence to look different, draw attention to ourselves.

I started to pose myself some questions. What has happened with our individuality? Where did we loose our courage and uniqueness? And why on earth would we like to look like everyone else? 



And then I read the book Stacy London - The truth about style.



Who doesn't know the funny, talented, very warm and charming Stacy London from the TV program  What not to Wear?, where she helped hundreds of women to find not only their style, but more importantly their confidence and self acceptance?  

This book is different. Funny, and wonderful, but also emotional to a certain degree. It is based on the story of 10 completely different women, with different body types, history, and personalities but with the same body complexes, the same problems with self acceptance and loving who they are.

Once I finished reading the book, I could not believe how many of the described situations and thoughts of these women I could recognize from my own experience and everyday battle in front of the mirror. But also, how much, we - women - hurt ourselves due to the completely wrong image of how do we look like and what other people think of us.

Stacy also talks about her personal struggles with weight, hyaluronic acid skin and the rejection from her colleagues in high school. And something what stayed with me long after reading the last page of the book: for Stacy, her strong fashion interest was not only a foolish, very female distraction ( as many men would say:)), but a possibility of choosing a new skin every day. Her colorful, own and unique one.

Style is not only the clothes we get to wear, but mainly the celebration of who we are. Every day of the year! And a few little rules below, will help you to set yourself free and release the tiger. The one, who has always been there inside of you.

1. Size does not matter.


God, I don't even remember how many times I felt down, because I did not fit into a size M and needed to take a bigger one. Many times it ruined my mood to such a point that I just wanted to go home... Sounds familiar? But does it really matter if you are wearing a size L and not M? Nobody is going to check what size of trousers you are wearing. And on top of that, don't forget that depending on the brand or even the country where the clothes are being made, you will be wearing a completely different size anyway.

For example, in the USA you will be wearing a size 10, but in the UK it would be a 12. So? Do you want move to America now? :))



Size does not matter. But what matters is how you look in it


2. Girls on their places.


I am the owner of rather bigger breasts, so I can personally confirm this point. Even the best cut dress will not look perfect on you, if the girls are not stable in their places.

Therefore, it is really worth to invest a bit more money in a better and stronger bra. After a few years of testing, I can recommend a Polish brand Dalia, which is making an underwear line for all kinds of women.

And ladies! Please, don't feel embarrassed to ask for help in choosing the right size. Did you know that 85 % (!) of women are wearing the wrong size of bra. So very highly probable that you might always wear a 75 B when you should have a 70 C.

3. Don't waste the waist.


We are women. We have female curves. Don't be ashamed of them but expose them and use your waist for that. It does not matter if you have a tummy. Good cut, belt or a high-waist skirt will do the job.


4. Try it before buying it.


Be honest, how many times did you buy something without even trying it on? Or even return it when it clearly didn't fit you? I know, I am as much guilty as anyone. But somehow, I have always been ashamed to go back to the store and ask for my money back. This is the reason why we have approx. 14 days to try it on again, think about it and return if it doesn't fall how it should.

We have a right to it!


5. Don't be afraid of the mirror.


Nobody is perfect. Doing a kick-a-boo with mirror, pulling your stomach in and out, turning to the left or right trying to find your chocolate side is not going to work. I have even tried closing my eyes and pretending like I didn't see anything and just get rid of this damn mirror...

But would it help you, to like and accept yourself? Absolutely not. Sometimes you just need to decide to be simply honest with yourself. Look at yourself in the mirror realistically, but without judging. Speak out loud which parts of your body you like the most - the ones you like to expose and are your 'business card'. And now look at the ones you did not became friends with yet. Think, maybe you have exaggerated a bit? There are not so bad, right? Take as much time as you need to look at them and have a connection with them. They are not going anywhere. And now go back to the ones you love and smile.

Accept the way you look, because no matter if you like it or not, this is the body you will wake up with everyday. Don't waste your time on dreaming of other figure, envy your friends or pray for cheaper plastic surgeon and focus on either liking it or doing something about it.

And to end, for me, a beautiful and emotional video of how other people see us...


And for the end, for me, a beautiful and emotional video of how other people see us...
You are more beautiful than you think









Saturday, 29 October 2016

Was I living a life that was not my own?



Przez ostatnie 6 miesięcy, moje życie wyglądało jak prawdziwa karuzela. Moje zawodowe zobowiązanie wzięły mnie na prawdziwą przejażdżkę i zaoferowały mnóstwo wspaniałych i atrakcyjnych możliwości, doświadczeń i prawdziwych życiowych lekcji. A zatem, o co jeszcze możesz prosić kiedy jesteś młody, posiadasz ambicje i chcesz jeszcze więcej?

Ale jak wspaniale to wszystko brzmi, tak jak wszystko, i to miało swoją cenę. Ciągłe wyjazdy służbowe - Lizbona, Paryż, Hamburg, mieszkanie w hotelach, bycie gościem we własnym, dopiero co urządzonym mieszkaniu, i - prawie jak szaleniec - obsesyjne wykorzystywanie każdego momentu w domu, by tylko choć przez moment czuć, że żyje się prawdziwym życiem.

Zupełnie zapomniałam jak to jest iść na zakupy - zamawiałam wszystko przez Internet -, iść do restauracji na randkę z mężem - zamawialiśmy pizzę -, przeczytać książkę bez zasypiania - przejazd pociągiem wykorzystywałam do złapania trochę snu po prawie regularnym wstawaniu o 4.30 rano -, spotkać się z przyjaciółmi - zamiast tego, wolałam pobyć w domu i się nim nacieszyć.

Zaczęłam się więc zastanawiać: Czy żyłam życiem, które nie było moje?

Kiedy więc zauważyłam pierwszy siwy włos (okay, więcej niż jeden), moje zdrowie zaczęło szwankować, a moje maniakalne organizacyjne zdolności zaczęły przekładać się na moje życie prywatne, wiedziałam, że jest to moment by zwolnić i znaleźć praca-życie balans raz jeszcze.


Zatrzymałam się.

Zrobiłam listę własnych reguł i zasad.

I trzymam się ich.


1. Zacznij gdzie jesteś - żyj chwilą.

Żadnego planowania, żadnych nowych list, żadnych harmonogramów. I uwierz mi, było to o wiele trudniejsze niż myślałam - kocham, kocham KOCHAM mój kalendarz zapisany po brzegi, skrupulatnie wypełniony i zaplanowany każdy dzień. Ale czułam też, że potrzebuję małego detoksu i przerwy od mojego Pana Control Freak, a dać szansę mojej spontanicznej stronie, by przejęła kontrolę. A zatem, wróciłam do punktu wyjścia.

Old me: W ostatnim czasie niewiele robiłam po pracy, bo zawsze byłam za bardzo zmęczona, zestresowana i w myślach już przygotowywałam się na następny dzień. A zatem, zapomniałam o wyjściach do kina, na drinka czy kawę, a nawet zwykły spacer po mieście. Nie było sensu, zróbmy to w weekend.

New Old me: Jeszcze w tym tygodniu zrobiłam mężowi niespodziankę czekając na niego pod jego pracą i zapraszając go na kawę i kolację w restauracji tuż za rogiem. I to w środku tygodnia. Oklaski się należą:).

Old me: Jest 8.30 wieczorem. Zazwyczaj lubiłam oglądać wspólnie filmy czy poleżeć na kanapie z książką w ręku. Ale w głowie już dręczący głos: przecież jak skończymy będzie już 10.30 a przecież muszę jutro wcześnie wstać. Nie, wezmę tylko prysznic, zmyję makijaż, przebiorę się w piżamę i pójdę spać....

New Old me: Szybko uwijamy się z domowymi obowiązkami, siadamy do wspólnej kolacji kiedy to możemy opowiedzieć sobie jak minął nam dzień ( I to nie przez Skype:)) i pozwalamy by wieczór minął jak tylko chcemy.

Old me: Jest sobota 10.00 rano, a  ja już się stresuję, że przecież mamy tyle do zrobienia, więc NA PEWNO nie zdążymy na wieczorny seans do kina. Musimy przecież zrobić zakupy na cały tydzień, pojechać do miasta , wrócić z miasta, posprzątać, wyprać, ugotować, przebrać się, jeszcze raz pojechać do miasta... Ech, nie, zostańmy dziś w domu, dobrze?

New Old me: Jedźmy do miasta i zobaczymy co się wydarzy.

Jak mogłam się aż tak mocno i głęboko zatracić? Byłam tak zestresowana i przestraszona, że jak tylko na moment stracę kontrolę nad wszystkim i zmienię plany, to wszystko się zawali. Zamiast tego, żyłam w ciągłym biegu, żyjąc tak naprawdę nigdzie i tracąc poczucie szczęścia i radości.
Lekcja przyswojona...


2. Odnajdź siebie i kieruj się znakami.

Nie potrzebowałam wiele czasu, by odpowiedzieć na pytanie gdzie tak naprawdę leży moja pasja, co sprawia, że się uśmiecham i czuję, że żyję, ale na spokojnie, bez zbędnych dekoracji.

Choć sama jestem zaskoczona, to fotografowanie znalazło się na szczycie mojej listy. A to wszystko przez myśl, że można właściwie zatrzymać tę chwilę na zawsze, pokazać bliskim co zobaczyłam, co sprawiło, że zrobiłam to zdjęcie, czym mnie przyciągnęło.
Uwielbiam też je wywoływać i chować do pudełka czy albumu. A robimy to tak rzadko właściwie, bo w większości zostawiamy je na USB czy płycie.

Jogging jest moim jednych z ostatnich odkryć:).Próbowałam i uprawiałam wiele innych sportów, ale bieganie nigdy nie było jednym z moich ulubionych. Więc dlaczego kupiłam te diabelskie buty? Bo zakochałam się w myśli, że można być tak bardzo wolnym i tak po prostu wyjść z domu  i biec. Bez potrzeby jechania na siłownie, bez potrzeby wyglądania stylowo, bez żadnych instrukcji. Tylko ja, moja mp trójka:) i kilometry, które chcę pokonać. Tak wspaniale wolnym.

TLC time. Cięgle pamiętam, kiedy mój mąż, w jedno z pierwszych wolnych niedzielnych popołudni, zapytał się mnie co będę robiła. Are you going to have your TLC time, Baby? A ja od razu wiedziałam, co ma na myśli. Zazwyczaj zaparzałam sobie moją ulubioną herbatą w moim ulubionym kubku, siadałam na moim ulubionym fotelu w moim ulubionym kącie i przeglądałam wszystkie polskie gazety, które moja mama dla mnie zbiera. Nową książkę.. You Tube tutorials. Wybierałam zdjęcia do wydruku. Malowałam paznokcie czy tez otwierałam swoją szafę z sukienkami i butami i cieszyłam się ich widokiem:).


3. Kieruj się energią.

Zaufaj sobie i kieruj się energią, której chcesz być częścią. Miejsca, ludzie, atmosfera, którą się  otaczasz. Tak, jak najbardziej, możesz zadecydować czy chcesz tam zostać czy też zmienić kierunek.

Ktoś mi kiedyś powiedział: Musisz sama stworzyć swoją definicję sukcesu. Dla niektórych jest to kariera na kierowniczym stanowisku, dla innych praca w banku czy sklepie.

A dla mnie?  Zajęło mi dużo czasu, by znaleźć moją własną definicję. Dałam sobie mnóstwo czasu by nauczyć się postępowania zgodnie z moimi instynktami i pierwszymi reakcjami. Dla mnie, sukces to praca i bycie częścią bardzo kreatywnej, inspirującej i spełnionej grupy, gdzie właściwie bycie sobą całkowicie jest najbardziej potrzebne. Ale także poczucie wolności, akceptacji wsparcia przez ukochane osoby...


Anne Lamot powiedziała: Prawie wszystko zacznie na nowo pracować jeśli tylko odłączysz to na kilka minut. W tym także i Ty.

Dlatego tez zaczynam na nowo pisanie bloga i prace nad małym, ale ważnym projekcie dla samej pasji i energii.

For the past 6 months, my life was a true rollercoaster. My professional life really took me on a spin and offered many attractive opportunities, great experiences and endless life lessons. What else can you wish for when you are young, ambitious and hungry for more?

As fantastic it all sounds, like everything it had its own price too. Constant business trips - Lisbon, Paris, Hamburg, living in the hotels, being a guest in my own house and - almost like a freak - being obsessed with using every moment of the weekend to live life a bit.

I forgot how it is to go shopping - I ordered everything online -, go to restaurants on a date with my husband - we ordered pizza -, read a book and not falling asleep - I used my train trips to get some sleep after getting up at 4.30 a.m. on a regular basis -, go out with friends - I preferred to stay at home instead and enjoy it for the moment.

So I started to wonder: Was I living the life that was not my own?

When I noticed the first grey hair, health issues and my maniacal organizational skills affecting even my personal life, I knew it is time to slow down and find a work-life balance again.



I paused.

I made a list of my own rules.

I follow them.

And it all started with buying shoes for jogging...


1. Start where you are - seize the moment.

No more planning, no more lists, no more schedules. And believe me, it was harder than I thought - I love, love, LOVE to have a calendar filled, planned and organized. But I also knew I needed to have a little detox from being a control freak and let my spontaneous side take over. So I was back to square one.

Old me: I would never do anything after work because I am too tired, there is no point in going to the cinema, going out for coffee, a drink, or just for a walk to the city. We can do this in the weekend.

New Old me: I have just surprised my husband this week by waiting for him after work and inviting him for coffee and dinner in the café just across his work place. And that in the middle of the week. Applause would be in place:).

Old me: It' s 8.30 p.m. on a working day. Forget about watching some movie or relax and read a book on the couch. Before we finish, it would be already 10.30 p.m. and  I need to get up early so just let me take shower, clean my face and put my pyjama on. I need to go to sleep.

New Old me: We quickly finish small jobs around the house, sit down for the dinner where we can talk about how the day went (and not through Skype:)). And then... we just let the evening go on its own.

Old me: Saturday 10.00 a.m. I am already stressed that we have so many things to do so FOR SURE we won' t be able to make it to the cinema this evening, cause we first need to go shopping for the whole week, then get to the city, then come back, then change clothes, then cook, then go back to the city... No, let' s just stay at home.

New Old me: Let' s just go to the city and we will see where we end up.

How could I loose myself so much and deep? I was so afraid that when I loose control over planning everything, it would all collapse. Instead, I created a constant rush and lost the joy in everything... Lessons learned.


2. Find yourself and follow the signs.

I did not have to think long to come up with the things that I am passionate about, that makes me smile and feel alive, but peaceful.

Somehow, taking pictures was on top of my list. Maybe because of the feeling that you can actually capture the moment forever? Or to share this moment with your loved ones - show them what you have seen, what trigged you to take that shot, why did it move you?
I also love to actually print them out and place them in photo album. These days we do this so rarely, when everything is on USB sticks or discs.

Jogging is my latest discovery. I have been doing many sports before, but running was never one of my favourites. So why did I buy these damn shoes? Cause I loved the thought of being so free to just go out and jog. so clean and simple. No need to drive to the gym, no need to look fancy, no need to follow instructions. It is just me, my mp3-player and kilometres you want to conquer. So amazingly free.

TLC time. I loved the moment when my husband, on one of the first Sunday afternoons after slowing down with my work schedule, asked me what am I going to do. Are you going to have your TLC time, Baby? And I immediately knew what he meant. I used to make myself a tea, sit in my favourite chair in the corner of our winter garden and read all my Polish magazines my mum collects for me or a new book or just some You Tube tutorials, pick the latest photos for printing, do my nails, go through my dresses and shoes just to enjoy the sight of them.

I think each of us has some these silly little things, but so meaningful.


3. Follow the energy.

Trust yourself and follow the energy you want to be in. The place, the people, the atmosphere you are surrounded by. Yes, you can actually decide whether you remain where you are or take a U-turn.

Someone once told me: You have to create your own definition of success. For some, success might mean a career as a director. For others working in a shop.

For me? It took me a long time to find my definition. I gave myself the time and learned to follow my instincts and first reactions. To me, success means being part of a creative, inspiring and fulfilled team, where the person who you actually are is the most wanted and embraced. But also feeling free, accepted and supported by the ones you love.



Anne Lamot said: Almost everything will work again if you unplugged it for a few minutes... including you.


That is why I am starting again with my blog and a little project for nothing else but the passion and the energy.