Wednesday, 2 November 2016

The truth about style...



Pisma modowe. Blogi modowe. Programy o modzie. Katalogi, porady, must have listy, manekiny mówiące nam co jest hot a co nie. ... Nie sztuką jest podążanie za modą, kiedy to zewsząd otrzymujemy wskazówki i prawie gotowe, skompletowane ubrania, więc nawet najmniej obeznana ze światem mody osoba, potrafi wybrać nieskomplikowany strój.  Ale czy tak naprawdę odzwierciedlają one nasze charaktery, podkreślają nasze osobowości i walory sylwetki? Czy może jest to po prostu masowa produkcja tego, co zostało w Mediolanie, Paryżu czy NYC okrzyknięte hitem sezonu, więc siłą rzeczy nadane, opakowane i przekazane nam ?

Czasami narasta we mnie wręcz przekonanie, że wszyscy ubieramy się podobnie. I mimo, że przecież mamy swój gust i upodobania, nie zawsze starcza nam odwagi i własnego zaufania, by się odróżniać, wyglądać inaczej, zwrócić na siebie uwagę.

Zaczęłam się więc zastanawiać, co stało się z naszą indywidualnością? Gdzie zapodzieliśmy naszą odwagę i unikatowy styl? I dlaczego, o matko, chcemy wyglądać jak wszyscy inni?


Wtedy też trafiła w moje ręce książka Stacy London - The truth about style.

Któż nie zna zabawnej, utalentowanej, niezwykle ciepłej i serdecznej Stacy London z programu What not to Wear? , w którym to pomogła setkom kobiet w znalezieniu nie tylko własnego stylu, ale również pewności siebie, odwagi do jej wyrażania i samoakceptacji?

Ta książka jest równie wspaniała i zabawna, ale także w pewnym sensie bardzo emocjonalna. Na bazie 10 wybranych kobiet, o różnych budowach ciała, przejściach osobistych i osobowościach, odsłania nasze  kobiece kompleksy, problemy z akceptacją czy pokochaniem kim tak naprawdę jesteśmy.

Po przeczytaniu jej nie mogłam wyjść z podziwu jak wiele z opisanych sytuacji znałam z własnego doświadczenia i codziennej bitwy przed lustrem. Ale także, jak bardzo siebie krzywdzimy poprzez absolutnie zakrzywiony obraz własnej osoby oraz niekończących się rozmów w naszych umysłach.

Stacy opowiada również o swoich osobistych problemach z wachającą się wagą, łuszczycą skóry i odrzuceniem przez rówieśników w czasach liceum. I coś co zapadło w mojej pamięci na długo po skończeniu książki. Dla Stacy, jej silne zainteresowanie modą nie było tylko kobiecym wymysłem (jak wielu naszych panów by powiedziało:)), ale możliwością wybrania własnej skóry każdego dnia. Tej kolorowej, własnej, unikatowej.

Styl to nie tylko ubrania, które zakładamy, ale przede wszystkim świętowanie kim tak naprawdę jesteśmy, a kilka poniższych reguł pomoże nam się wyzwolić i wypuścić tygrysa. Tego co zawsze siedział w środku.



1. Rozmiar nie ma znaczenia.

Ech, nie pamietam nawet ile razy było mi przykro, że nie mieszczę się w rozmiar M i muszę wziąć rozmiar większy. Wiele razy popsuło mi to humor na tyle, że wolałam wrócić do domu... Brzmi znajomo? Ale naprawdę, czy zmienia coś fakt, że nosisz rozmiar L a nie M? Nikt przecież nie sprawdza jaki rozmiar spodni nosisz. A ponadto, nie zapominaj, że w zależności od marki czy nawet kraju (gdzie szyte są ubrania) zupełnie inny rozmiar będzie na Ciebie pasował.

Np. w Americe bedziesz nosić rozmiar nr 10, ale w Anglii będzie to 12. Więc? Przeprowadzisz się do Stanów :)?

Rozmiar nie ma znaczenia. Co ma znaczenie, jest jak w tym wyglądasz.

2. Dziewczynki na swoim miejscu.

Jako posiadaczka większego biustu, osobiście potwierdzam ten punkt. Nawet najlepiej skrojona sukienka nie będzie leżała idealnie, jeżeli dziewczynki nie są utrzymane na swoim miejscu.

Dlatego warto jest zainwestować w nieco droższy, ale mocniejszy i lepiej utrzymujący stanik. Po kilku latach testowania mogę polecić polską markę Dalia, która szyje nie tylko dla posiadaczek bujniejszego biustu, ale również i mniejszego.

I dziewczyny! Nie wstydźcie się poprosić o pomoc ekspedientki w doborze rozmiaru. Aż 85procent kobiet nosi źle dobrane staniki, dlatego bardzo możliwe, że przez całe życie byłaś 75B a jesteś 70C.

3. Podkreśl talię.

Jesteśmy kobietami. Mamy kobiece kształty. Nie wstydź się ich , a raczej wyeksponuj swoją talię. Nie ma znaczenia, że masz brzuszek czy boczki. Odpowiedni krój, pasek czy spódnica z wysoką talią spełnią swoje zadanie.

4. Przymierz zanim kupisz.

Przyznaj się, ile razy kupiłas coś bez przymierzenia? Albo nie zwróciłaś czegoś pomimo faktu, że zupełnie to na Ciebie nie pasowało? Wiem, znam to doskonale. Ale zawsze jakoś się wstydziłam wrócić do sklepu i poprosić o zwrot pieniędzy. Po to mamy jednak przeważnie 14 dni na zastanowienie się, przymierzenie raz jeszcze i zwrócenie, jeżeli nie leży tak jak powinno.

I mamy do tego prawo!

5. Nie bój się lustra.

Nikt nie jest idealny. Granie w ciuciu babkę z lustrem, wciąganie brzyucha, wyciąganie, obrót z lewej, obrót z prawej, a na koniec westchnienie i myśl : Okay, zamknę oczy to nie będę siebie widziała... A może udawanie, że problemu się nie widzi, unikanie problematycznych miejsc, a nawet lepiej, unikanie luster. Nie, to nie załatwi sprawy.

Nie sprawi to przecież, że siebie zaakceptujesz i polubisz Absolutnie nie. Czasami po prostu warto temu stawić czoła i uczciwie przyznać co się widzi. Popatrz na siebie realistycznie, ale bez oceniania. Wymień punkty Twojego ciała, które lubisz, które podkreślasz, które są Twoją wizytówką. A teraz spójrz na te, które najchętniej byś wymieniła, bo tak naprawdę jeszcze sie z nimi nie zapoznałaś.  Pomyśl, czy aby na pewno nie przesadzałaś? Te biodra wcale nie są takie złe, prawda? A w tych jeansach wyglądają całkiem całkiem. A teraz wróć do punktów, które absolutnie uwielbiasz.

Zaakceptuj to jak wygladasz, bo bez względu czy to lubisz czy nie, w tym ciele bedziesz się budziła codziennie. Nie trać energii na marzenia, modlitwy i myślenie o innej figure, ale skup sie na ich akceptacji albo pracy nad nimi.


I na koniec, jak dla mnie, piekny i wzruszający filmik o tym jak widzą nas inni...



Fashion magazines. Fashion blogs. Fashion TV programs. Catalogs with fashions advises, must have lists, models telling us what is hot and what is not... These days it is not rocket science to follow fashion, when on every corner we get advises, clues and most of the outfits are already put together and ready to wear, so not even the most anti-fashion person has difficulties to look stylish actually. But do they really reflect our characters, personalities and flatter our body valor? Or is it just mass production of what was called the hit of the season in Milan, Paris or NYC and send to us? Do we really choose what we wear and or was it pre chosen for us?

Sometimes I wonder if we all not look the same. Despite our own tastes, somehow we do not have enough courage and confidence to look different, draw attention to ourselves.

I started to pose myself some questions. What has happened with our individuality? Where did we loose our courage and uniqueness? And why on earth would we like to look like everyone else? 



And then I read the book Stacy London - The truth about style.



Who doesn't know the funny, talented, very warm and charming Stacy London from the TV program  What not to Wear?, where she helped hundreds of women to find not only their style, but more importantly their confidence and self acceptance?  

This book is different. Funny, and wonderful, but also emotional to a certain degree. It is based on the story of 10 completely different women, with different body types, history, and personalities but with the same body complexes, the same problems with self acceptance and loving who they are.

Once I finished reading the book, I could not believe how many of the described situations and thoughts of these women I could recognize from my own experience and everyday battle in front of the mirror. But also, how much, we - women - hurt ourselves due to the completely wrong image of how do we look like and what other people think of us.

Stacy also talks about her personal struggles with weight, hyaluronic acid skin and the rejection from her colleagues in high school. And something what stayed with me long after reading the last page of the book: for Stacy, her strong fashion interest was not only a foolish, very female distraction ( as many men would say:)), but a possibility of choosing a new skin every day. Her colorful, own and unique one.

Style is not only the clothes we get to wear, but mainly the celebration of who we are. Every day of the year! And a few little rules below, will help you to set yourself free and release the tiger. The one, who has always been there inside of you.

1. Size does not matter.


God, I don't even remember how many times I felt down, because I did not fit into a size M and needed to take a bigger one. Many times it ruined my mood to such a point that I just wanted to go home... Sounds familiar? But does it really matter if you are wearing a size L and not M? Nobody is going to check what size of trousers you are wearing. And on top of that, don't forget that depending on the brand or even the country where the clothes are being made, you will be wearing a completely different size anyway.

For example, in the USA you will be wearing a size 10, but in the UK it would be a 12. So? Do you want move to America now? :))



Size does not matter. But what matters is how you look in it


2. Girls on their places.


I am the owner of rather bigger breasts, so I can personally confirm this point. Even the best cut dress will not look perfect on you, if the girls are not stable in their places.

Therefore, it is really worth to invest a bit more money in a better and stronger bra. After a few years of testing, I can recommend a Polish brand Dalia, which is making an underwear line for all kinds of women.

And ladies! Please, don't feel embarrassed to ask for help in choosing the right size. Did you know that 85 % (!) of women are wearing the wrong size of bra. So very highly probable that you might always wear a 75 B when you should have a 70 C.

3. Don't waste the waist.


We are women. We have female curves. Don't be ashamed of them but expose them and use your waist for that. It does not matter if you have a tummy. Good cut, belt or a high-waist skirt will do the job.


4. Try it before buying it.


Be honest, how many times did you buy something without even trying it on? Or even return it when it clearly didn't fit you? I know, I am as much guilty as anyone. But somehow, I have always been ashamed to go back to the store and ask for my money back. This is the reason why we have approx. 14 days to try it on again, think about it and return if it doesn't fall how it should.

We have a right to it!


5. Don't be afraid of the mirror.


Nobody is perfect. Doing a kick-a-boo with mirror, pulling your stomach in and out, turning to the left or right trying to find your chocolate side is not going to work. I have even tried closing my eyes and pretending like I didn't see anything and just get rid of this damn mirror...

But would it help you, to like and accept yourself? Absolutely not. Sometimes you just need to decide to be simply honest with yourself. Look at yourself in the mirror realistically, but without judging. Speak out loud which parts of your body you like the most - the ones you like to expose and are your 'business card'. And now look at the ones you did not became friends with yet. Think, maybe you have exaggerated a bit? There are not so bad, right? Take as much time as you need to look at them and have a connection with them. They are not going anywhere. And now go back to the ones you love and smile.

Accept the way you look, because no matter if you like it or not, this is the body you will wake up with everyday. Don't waste your time on dreaming of other figure, envy your friends or pray for cheaper plastic surgeon and focus on either liking it or doing something about it.

And to end, for me, a beautiful and emotional video of how other people see us...


And for the end, for me, a beautiful and emotional video of how other people see us...
You are more beautiful than you think









Saturday, 29 October 2016

Was I living a life that was not my own?



Przez ostatnie 6 miesięcy, moje życie wyglądało jak prawdziwa karuzela. Moje zawodowe zobowiązanie wzięły mnie na prawdziwą przejażdżkę i zaoferowały mnóstwo wspaniałych i atrakcyjnych możliwości, doświadczeń i prawdziwych życiowych lekcji. A zatem, o co jeszcze możesz prosić kiedy jesteś młody, posiadasz ambicje i chcesz jeszcze więcej?

Ale jak wspaniale to wszystko brzmi, tak jak wszystko, i to miało swoją cenę. Ciągłe wyjazdy służbowe - Lizbona, Paryż, Hamburg, mieszkanie w hotelach, bycie gościem we własnym, dopiero co urządzonym mieszkaniu, i - prawie jak szaleniec - obsesyjne wykorzystywanie każdego momentu w domu, by tylko choć przez moment czuć, że żyje się prawdziwym życiem.

Zupełnie zapomniałam jak to jest iść na zakupy - zamawiałam wszystko przez Internet -, iść do restauracji na randkę z mężem - zamawialiśmy pizzę -, przeczytać książkę bez zasypiania - przejazd pociągiem wykorzystywałam do złapania trochę snu po prawie regularnym wstawaniu o 4.30 rano -, spotkać się z przyjaciółmi - zamiast tego, wolałam pobyć w domu i się nim nacieszyć.

Zaczęłam się więc zastanawiać: Czy żyłam życiem, które nie było moje?

Kiedy więc zauważyłam pierwszy siwy włos (okay, więcej niż jeden), moje zdrowie zaczęło szwankować, a moje maniakalne organizacyjne zdolności zaczęły przekładać się na moje życie prywatne, wiedziałam, że jest to moment by zwolnić i znaleźć praca-życie balans raz jeszcze.


Zatrzymałam się.

Zrobiłam listę własnych reguł i zasad.

I trzymam się ich.


1. Zacznij gdzie jesteś - żyj chwilą.

Żadnego planowania, żadnych nowych list, żadnych harmonogramów. I uwierz mi, było to o wiele trudniejsze niż myślałam - kocham, kocham KOCHAM mój kalendarz zapisany po brzegi, skrupulatnie wypełniony i zaplanowany każdy dzień. Ale czułam też, że potrzebuję małego detoksu i przerwy od mojego Pana Control Freak, a dać szansę mojej spontanicznej stronie, by przejęła kontrolę. A zatem, wróciłam do punktu wyjścia.

Old me: W ostatnim czasie niewiele robiłam po pracy, bo zawsze byłam za bardzo zmęczona, zestresowana i w myślach już przygotowywałam się na następny dzień. A zatem, zapomniałam o wyjściach do kina, na drinka czy kawę, a nawet zwykły spacer po mieście. Nie było sensu, zróbmy to w weekend.

New Old me: Jeszcze w tym tygodniu zrobiłam mężowi niespodziankę czekając na niego pod jego pracą i zapraszając go na kawę i kolację w restauracji tuż za rogiem. I to w środku tygodnia. Oklaski się należą:).

Old me: Jest 8.30 wieczorem. Zazwyczaj lubiłam oglądać wspólnie filmy czy poleżeć na kanapie z książką w ręku. Ale w głowie już dręczący głos: przecież jak skończymy będzie już 10.30 a przecież muszę jutro wcześnie wstać. Nie, wezmę tylko prysznic, zmyję makijaż, przebiorę się w piżamę i pójdę spać....

New Old me: Szybko uwijamy się z domowymi obowiązkami, siadamy do wspólnej kolacji kiedy to możemy opowiedzieć sobie jak minął nam dzień ( I to nie przez Skype:)) i pozwalamy by wieczór minął jak tylko chcemy.

Old me: Jest sobota 10.00 rano, a  ja już się stresuję, że przecież mamy tyle do zrobienia, więc NA PEWNO nie zdążymy na wieczorny seans do kina. Musimy przecież zrobić zakupy na cały tydzień, pojechać do miasta , wrócić z miasta, posprzątać, wyprać, ugotować, przebrać się, jeszcze raz pojechać do miasta... Ech, nie, zostańmy dziś w domu, dobrze?

New Old me: Jedźmy do miasta i zobaczymy co się wydarzy.

Jak mogłam się aż tak mocno i głęboko zatracić? Byłam tak zestresowana i przestraszona, że jak tylko na moment stracę kontrolę nad wszystkim i zmienię plany, to wszystko się zawali. Zamiast tego, żyłam w ciągłym biegu, żyjąc tak naprawdę nigdzie i tracąc poczucie szczęścia i radości.
Lekcja przyswojona...


2. Odnajdź siebie i kieruj się znakami.

Nie potrzebowałam wiele czasu, by odpowiedzieć na pytanie gdzie tak naprawdę leży moja pasja, co sprawia, że się uśmiecham i czuję, że żyję, ale na spokojnie, bez zbędnych dekoracji.

Choć sama jestem zaskoczona, to fotografowanie znalazło się na szczycie mojej listy. A to wszystko przez myśl, że można właściwie zatrzymać tę chwilę na zawsze, pokazać bliskim co zobaczyłam, co sprawiło, że zrobiłam to zdjęcie, czym mnie przyciągnęło.
Uwielbiam też je wywoływać i chować do pudełka czy albumu. A robimy to tak rzadko właściwie, bo w większości zostawiamy je na USB czy płycie.

Jogging jest moim jednych z ostatnich odkryć:).Próbowałam i uprawiałam wiele innych sportów, ale bieganie nigdy nie było jednym z moich ulubionych. Więc dlaczego kupiłam te diabelskie buty? Bo zakochałam się w myśli, że można być tak bardzo wolnym i tak po prostu wyjść z domu  i biec. Bez potrzeby jechania na siłownie, bez potrzeby wyglądania stylowo, bez żadnych instrukcji. Tylko ja, moja mp trójka:) i kilometry, które chcę pokonać. Tak wspaniale wolnym.

TLC time. Cięgle pamiętam, kiedy mój mąż, w jedno z pierwszych wolnych niedzielnych popołudni, zapytał się mnie co będę robiła. Are you going to have your TLC time, Baby? A ja od razu wiedziałam, co ma na myśli. Zazwyczaj zaparzałam sobie moją ulubioną herbatą w moim ulubionym kubku, siadałam na moim ulubionym fotelu w moim ulubionym kącie i przeglądałam wszystkie polskie gazety, które moja mama dla mnie zbiera. Nową książkę.. You Tube tutorials. Wybierałam zdjęcia do wydruku. Malowałam paznokcie czy tez otwierałam swoją szafę z sukienkami i butami i cieszyłam się ich widokiem:).


3. Kieruj się energią.

Zaufaj sobie i kieruj się energią, której chcesz być częścią. Miejsca, ludzie, atmosfera, którą się  otaczasz. Tak, jak najbardziej, możesz zadecydować czy chcesz tam zostać czy też zmienić kierunek.

Ktoś mi kiedyś powiedział: Musisz sama stworzyć swoją definicję sukcesu. Dla niektórych jest to kariera na kierowniczym stanowisku, dla innych praca w banku czy sklepie.

A dla mnie?  Zajęło mi dużo czasu, by znaleźć moją własną definicję. Dałam sobie mnóstwo czasu by nauczyć się postępowania zgodnie z moimi instynktami i pierwszymi reakcjami. Dla mnie, sukces to praca i bycie częścią bardzo kreatywnej, inspirującej i spełnionej grupy, gdzie właściwie bycie sobą całkowicie jest najbardziej potrzebne. Ale także poczucie wolności, akceptacji wsparcia przez ukochane osoby...


Anne Lamot powiedziała: Prawie wszystko zacznie na nowo pracować jeśli tylko odłączysz to na kilka minut. W tym także i Ty.

Dlatego tez zaczynam na nowo pisanie bloga i prace nad małym, ale ważnym projekcie dla samej pasji i energii.

For the past 6 months, my life was a true rollercoaster. My professional life really took me on a spin and offered many attractive opportunities, great experiences and endless life lessons. What else can you wish for when you are young, ambitious and hungry for more?

As fantastic it all sounds, like everything it had its own price too. Constant business trips - Lisbon, Paris, Hamburg, living in the hotels, being a guest in my own house and - almost like a freak - being obsessed with using every moment of the weekend to live life a bit.

I forgot how it is to go shopping - I ordered everything online -, go to restaurants on a date with my husband - we ordered pizza -, read a book and not falling asleep - I used my train trips to get some sleep after getting up at 4.30 a.m. on a regular basis -, go out with friends - I preferred to stay at home instead and enjoy it for the moment.

So I started to wonder: Was I living the life that was not my own?

When I noticed the first grey hair, health issues and my maniacal organizational skills affecting even my personal life, I knew it is time to slow down and find a work-life balance again.



I paused.

I made a list of my own rules.

I follow them.

And it all started with buying shoes for jogging...


1. Start where you are - seize the moment.

No more planning, no more lists, no more schedules. And believe me, it was harder than I thought - I love, love, LOVE to have a calendar filled, planned and organized. But I also knew I needed to have a little detox from being a control freak and let my spontaneous side take over. So I was back to square one.

Old me: I would never do anything after work because I am too tired, there is no point in going to the cinema, going out for coffee, a drink, or just for a walk to the city. We can do this in the weekend.

New Old me: I have just surprised my husband this week by waiting for him after work and inviting him for coffee and dinner in the café just across his work place. And that in the middle of the week. Applause would be in place:).

Old me: It' s 8.30 p.m. on a working day. Forget about watching some movie or relax and read a book on the couch. Before we finish, it would be already 10.30 p.m. and  I need to get up early so just let me take shower, clean my face and put my pyjama on. I need to go to sleep.

New Old me: We quickly finish small jobs around the house, sit down for the dinner where we can talk about how the day went (and not through Skype:)). And then... we just let the evening go on its own.

Old me: Saturday 10.00 a.m. I am already stressed that we have so many things to do so FOR SURE we won' t be able to make it to the cinema this evening, cause we first need to go shopping for the whole week, then get to the city, then come back, then change clothes, then cook, then go back to the city... No, let' s just stay at home.

New Old me: Let' s just go to the city and we will see where we end up.

How could I loose myself so much and deep? I was so afraid that when I loose control over planning everything, it would all collapse. Instead, I created a constant rush and lost the joy in everything... Lessons learned.


2. Find yourself and follow the signs.

I did not have to think long to come up with the things that I am passionate about, that makes me smile and feel alive, but peaceful.

Somehow, taking pictures was on top of my list. Maybe because of the feeling that you can actually capture the moment forever? Or to share this moment with your loved ones - show them what you have seen, what trigged you to take that shot, why did it move you?
I also love to actually print them out and place them in photo album. These days we do this so rarely, when everything is on USB sticks or discs.

Jogging is my latest discovery. I have been doing many sports before, but running was never one of my favourites. So why did I buy these damn shoes? Cause I loved the thought of being so free to just go out and jog. so clean and simple. No need to drive to the gym, no need to look fancy, no need to follow instructions. It is just me, my mp3-player and kilometres you want to conquer. So amazingly free.

TLC time. I loved the moment when my husband, on one of the first Sunday afternoons after slowing down with my work schedule, asked me what am I going to do. Are you going to have your TLC time, Baby? And I immediately knew what he meant. I used to make myself a tea, sit in my favourite chair in the corner of our winter garden and read all my Polish magazines my mum collects for me or a new book or just some You Tube tutorials, pick the latest photos for printing, do my nails, go through my dresses and shoes just to enjoy the sight of them.

I think each of us has some these silly little things, but so meaningful.


3. Follow the energy.

Trust yourself and follow the energy you want to be in. The place, the people, the atmosphere you are surrounded by. Yes, you can actually decide whether you remain where you are or take a U-turn.

Someone once told me: You have to create your own definition of success. For some, success might mean a career as a director. For others working in a shop.

For me? It took me a long time to find my definition. I gave myself the time and learned to follow my instincts and first reactions. To me, success means being part of a creative, inspiring and fulfilled team, where the person who you actually are is the most wanted and embraced. But also feeling free, accepted and supported by the ones you love.



Anne Lamot said: Almost everything will work again if you unplugged it for a few minutes... including you.


That is why I am starting again with my blog and a little project for nothing else but the passion and the energy.





Thursday, 31 March 2016

Betty in Lisbon (Part 2)



Moj pobyt w Lizbonie dobiega konca. Byl to czas niezwykle intensywny, pelen zmian i nowych pomyslow, nie tylko zawodowo, ale rowniez i prywatnie.

Mialam momenty kiedy zaczynalam watpic w swoje sily, gotowosc do dzialania i po prostu ogarniecie wszystkiego przy tak malej osobie jak ja - 156cm wzrostu:). Ale to nie o wielkosc czlowieka tutaj chodzi, a o jego wewnetrzna sile i motywacje.

Odkrylam w sobie nowe poklady energii i zrozumialam, ze musze byc po prostu soba, nikogo nie udawac, nikogo nie imitowac, nikim sie nie kierowac. Zaufac sobie, swojemu doswiadczeniu i intuicji. Nie zastanawiac sie co ktos inny zrobilby na moim miejscu! Nie porownywac siebie do nikogo innego, bo przeciez kazdy z nas jest inny.

I wiecie co? Wlasnie wtedy osiagnelam najlepsze wyniki, spokoj ducha i umyslu. Wiem, ze chwile watpliwosci jeszcze nadejda, ale teraz juz wiem co mam robic. Zatrzymaj sie, wez gleboki oddech, pomysl jak sie czujesz z ta decyzja, jaki jest Twoj pierwszy odruch, pierwsza mysl. Bo to wlasnie ona jest najlepsza. I do dziela.

A ponizej jeszcze kilka ujec z Lizbony.


My stay in Lisbon comes to an end. It was time extremally intensive, full of changes and new ideas, not only these professional ones but also the private ones.

But there were also moments where I started to doubt myself, my ability to complete all the tasks and responsibilities, my planning (even though I am a control Freak) and knowledge, especially when taking into considaration how small I am - 156cm tall:).  But then the thought came that this is not about how big, tall and physically strong the person is, but what inner energy, motivation and discipline has.

I have discovered new and fresh energy inside myself and I have understood that I just need to be myself. Nobody else, but myself. Do not pretend I am anyone else, do not imitate somanyone else. Just trust yourself, your experiance and intuition. Do not think what someone else would do in your place. Do not compare yourself to anyone else, because we are all different.

And you know what? I have achieved the best results, peace of mind and soul exactly then, when I stopped thinking about others, but myself. I am sure that the moments of doubts will come back, but then I know what to do. Stop for a moment. Take a deep breath. Think how you feel about the desicion you are about to take. What is your first thought? Your first move? Because this is the best one so go for it!

And below a few photos from Lisbon.
















 


Saturday, 19 March 2016

Betty in Lisbon

 
 
 
Obiecuje wszem i wobec, ze juz nigdy nie pozwole sobie, by praca zawladnela moim zyciem badz stala sie wymowka do odstawiania na dalszy plan rzeczy, ktore sa moja pasja czy odstresowywaczem. A zatem kontunuuje moja historie i przygode z poszukiwaniem codziennych przyjemnosci.
 
Dzisiejszy dzien byl dniem dla duszy. Ladowarka, energii i wyciszeniem. Ja i aparatat fotograficzny, przemierzalam ulice Lizbony. To cudowne miasto urzeklo mnie niekonczacym sie ciagiem kolorowych kamienic, masa zdobien i ornamentow oraz milionem kafejek i malych, rodzinnych restauracji.
 
Dzis udalo mi sie dotrzec do glownej dzeilnicy starego miasta - Rossio, gdzie moglam podziwiac place, placyki i fontanny, niezliczone pomniki.
 
Celowo tez skrecalam w male i waskie uliczki, bo jak ktos mi kiedys powiedzial: musisz sie zgubic, by odnalezc serce miasta. Dzieki temu znalazlam male ogrody, gdzie rzadko kiedy mozna bylo spotkac jakichkolwiek turystow. Oprocz mnie oczywiscie:).
 
A oto mala fotorelacja.
 
 
 
 
I promise here and now to never again loose myself , let work control my life or just simply use it as an excuse to shift the priorities and forget about my passions and needs. Therefore, I am determined to continue with my journey of finding happiness and pleasure of the little things on a daily basis.
 
Today was the day for the soul. Energy charger. Thoughts switcher. It was just me and the camera marching through the streets of Lisbon. This amazing city impressed me with lines of colourful tenement houses, full of decorations and ornaments and milions of little Cafes and family restaurants situated almost on every corner.
 
I have managed today to get to the main and oldest district of Lisbon - Rossio. I could admire there wonderful squares, fontaines and monuments.
 
But mostly, I was choosing small and narrow streets, as someone told me once : You need to get lost to find the heart of the city. Thanks to it, I found little gardens and places, where barely when, you could find tourists. Expect me, of course:).
 
Below you can find some of the photos from today.
 
 













 
 

 

Sunday, 7 February 2016

Dress to impress: The magical qualities of scarfs.



Kiedy kilka tygodni temu na nowo zorganizowałam swoją szafę, uporządkowałam również swoją kolekcję apaszek, szali i szalików. Kiedyś bardzo często wiązałam je w okól szyi, teraz jakby mniej. Zupełnie zapomniałam jak pięknie się prezentują i jak cudownie potrafią odmienić każda ze stylizacji. Natknęłam się na nie ponownie, kiedy przeglądałam najnowsze kolekcję Orsay i wczytywałam się w artykuły Twojego Stylu. Turkusowe, niebieskie, pudrowy róż, kwiaty, zawile ornamenty, groszki, wstążki i co nie tylko.

Drobiazg, skrawek materiału lub bawełny, a potrafi nadać zupełnie nowego wymiaru Twoim stylizacjom. Artystycznie zamotana fantastycznie prezentuje się na płaszczu, koszuli czy sukience.

Osobiście uwielbiam je nie tylko za fantastyczne wzory czy kolory, ale również za ułatwianie i ożywianie każdej stylizacji przy absolutnie minimum wysiłku.

Choć nie jestem typem narzekającym na zimową aurę, to wiatr, zimno i szybko zapadające ciemności, naprawdę zaczynają dawać mi się we znaki. Dlatego też nie odmówiłam sobie dawki soczystego turkusu z najnowszej kolekcji Orsay. Cudowny kolor plus klasyczny krój sukienki - nie pomogły nawet glosy w głowie, że przecież dopiero co posprzątałam swoja szafę:).

Przez ostatnich kilka tygodni zachodziłam również w głowę, jak tak naprawdę mogłabym określić swój styl, co tak naprawdę lubię i w czym wyglądam świetnie. Nie musiałam długo szukać odpowiedzi. Uwielbiam proste klasyczne sukienki, stonowany makijaż, świeże zapachy perfum.

Dlaczego więc za każdym razem, gdy sklepy ogłaszają nadejście nowych trendów i kolekcji, a znajome zachwalają nowe kosmetyki,  wpadam w panikę?

Od zawsze bowiem uważałam, że fajna i pewna siebie babka wie dokładnie czego jej potrzeba, w czym wygląda świetnie i nie musi już niczego próbować czy testować. Ma swoje ulubione sklepy, marki kosmetyków czy perfum, a nowe kolekcje sa dla niej tylko po to, by dokupić kilka drobiazgów i odświeżyć swoje elementy garderoby.

Ja na pewno nie jestem jeszcze na tym etapie, choć krok po kroku stabilizuje swoje myśli, a przede wszystkim szafę:). Staram się określać co tak naprawdę mi się podoba, sporządzać listę czego mi jeszcze potrzeba by z kilku elektów stworzyć naprawdę fajne stylizacje. Stałam się bardziej krytyczna wobec odzieży czy kosmetyków - przede wszystkim jakość, nie ilość. A jeżeli cos mi pasuje, to dlaczego to zmieniać?

Z drugiej jednak strony, eksperymentowanie jest również świetną zabawą i drogą w poszukiwaniu tego 'jedynego' zapachu czy fasonu.

Nie bójmy się jednak ustatkować i zaprzestać poszukiwaniom, jak tylko je znajdziemy:).



A few weeks ago I organized my wardrobe, I have also put all my scarfs and shawls in order. In the past I have been wearing them a lot, lately somewhat less. I have completely forgotten how great they can look and how miraculously they can change every outfit. When I have seen them in the latest Orsay collection, I knew that I need to make a big comeback.

Every variant is good: flowers, oriental patterns, dots and so on. There is only one rule: they need to be colourful.

It is just a little thing, piece of material or cotton, but it can completely change what you are wearing. The scarf, in artistic way tied around a neck, looks absolutely fabulous on coats, blouses or dresses.

Personally, I love them not only because of their great palette of colours but mainly for simplifying and lightning up every outfit with absolutely minimum effort.

I am not the person who complains about the winter season, but cold, wind and early dark afternoon starting to get onto me. Therefore I could just not say 'no' to the injection of turquois and the great shape of this stunning dress from the Orsay collection.

In the past few weeks I have also been thinking a lot of how I could define my style, what I like and if I am sure of what makes me look good. It did not take me a long time to find the answers. Female, classic dresses, very delicate make up and fresh perfumes.

Why then each time, when shops and fashion lines present new collections and my friends praise new cosmetics, I am panicking?

Forever now, I have been thinking that a great and confident woman exactly knows what she likes, what she needs, what is the best for her. There is no need for testing and experimenting. She has her favourite shops, brands and new collections do not stress her out.

I am definitely not on this level yet. Nevertheless I am working on stabilizing my thoughts and my garderobe. I am trying to define and say out load and clear to myself what I like, prepare the list of what else is missing in my closet, to put together a few but really great outfits. I have become a bit more critical towards clothes or cosmetics- Quality over quantity. And if I like something, why change it?

On the other side, of course, it is great to test, experiment and search for this ' one and only' (:)) perfect perfume or dress shape.

The trick is not to be afraid to stop searching when we finally found it:).